"Widziałem, jak ojciec strzela w kierunku mamy (...) Po oddaniu strzału mama upadła na podłogę. Jacek rzucił się w kierunku ojca. On miał cały czas wyprostowaną rękę i wycelował w Jacka i dwukrotnie strzelił. Jeden w plecy, drugi nie wiem gdzie. Jacek upadł na brzuch. Wtedy znalazłem się na wprost ojca. Zrobił w moim kierunku dwa kroki i strzelił w moją klatkę piersiową. Przewróciłem się na podłogę i leżałem na plecach. Widziałem, jak ojciec podchodzi do mamy i celuje jej w głowę. I strzela” - zeznał 17-latek.

Kiedy ranny Krzysztof odzyskał siły, chciał ratować brata, leżącego twarzą w kałuży krwi. Próbował zatamować krwawienie. Nagle usłyszał, że ojciec wchodzi po schodach. W obawie, że będzie chciał go dobić, położył się w tym samym miejscu i udawał martwego. Ojciec popatrzył na twarze wszystkich i z powrotem zszedł na dół. Piętnaście sekund później Krzysztof usłyszał strzał.

"Domyśliłem się, że się zastrzelił. Wtedy mogłem już zacząć ratować moją rodzinę. Podczołgałem się do Jacka i z trudem przewróciłem go na plecy" - zeznał.

Krzysztof wrócił do pokoju i zobaczył, że matka krztusi się krwią. Pobiegł na balkon i wołał po pomoc. Nikt go nie słyszał. Za to on usłyszał wołanie swojego rannego brata, który "krzyczał, że strasznie go boli".

W końcu Krzysztof pobiegł do sąsiadów. Prosił, by wezwali pogotowie. "Następnie biegiem wróciłem do domu. Zwilżałem Jackowi usta. (…) Zacząłem reanimować mamę, ale po kilku seriach dalej nie oddychała".

Krzysztof nadal przebywa w szpitalu w Warszawie. Jego 20-letni brat Jacek zmarł w miniony wtorek.

Ich ojciec był biznesmenem, zajmował się m.in. handlem nieruchomościami. Miał olbrzymie długi. Do swojej rodziny strzelał z broni sportowej. Miał na nią pozwolenie.