Strażnik wprowadza ją do pokoju przesłuchań. Ubrana jest w szary markowy sweterek z głębokim dekoltem, markowy granatowy bezrękawnik, szare eleganckie spodnie i białe adidasy. Długie ciemnozłociste włosy jak przed laty spadają jej na ramiona. Nic się nie zmieniła. Pyta, czy może zapalić. Wyciąga mentolowe LM.

Halina Galińska "Inka" siedem lat temu w nocy z 10 na 11 kwietnia wymknęła się z wysokim 50-latkiem z restauracji Casa Nostra na warszawskim Wale Miedzeszyńskim. Idą odludnym nadwiślańskim bulwarem w kierunku mostu Poniatowskiego. Nagle spod wiaduktu wyrasta młody potężny mężczyzna. Zbliża się do spacerującej pary i z odległości na wyciągnięcie ręki strzela w głowę partnerowi kobiety. Trafiony kulą mężczyzna upada na chodnik. Morderca i dziewczyna uciekają pod wiadukt i tam rozbiegają się w różne strony. Mężczyzna na chodniku to niedawny minister sportu Jacek Dębski.

Kiedy zabierało go pogotowie, jeszcze żył. Zmarł w szpitalu nad ranem, nie odzyskując przytomności.

Zabójstwo Dębskiego zlecił Jeremiasz Barański pseud. Baranina, rezydent mafii pruszkowskiej na Austrię i Niemcy, na stałe mieszkający w małej miejscowości pod Wiedniem. Dwudziestopięcioletnia wówczas Halina Galińska, zwana "Inką", luksusowa dziewczyna do towarzystwa, była narzędziem w jego rękach. Jej zadaniem było wystawienie ofiary pod kule zabójcy. Dlatego cały dzień informowała przez komórkę "Baraninę", gdzie jest i co robi Jacek Dębski. "Baranina" z kolei - też przez komórkę - naprowadzał na cel zabójcę. Dębski musiał zginąć, bo żądał zwrotu 400 tysięcy dolarów, które "Baranina" miał pomnożyć dzięki prowadzonym przez siebie interesom. Leżały one w jednym z wiedeńskich banków na wspólnym koncie gangstera i Dębskiego.

Kiedy Galińska następnego dnia zgłosiła się na policję, przez pierwsze godziny utrzymywała, że nic nie pamięta z tragicznego wieczoru, bo była pijana. Ale już następnego dnia przyznała się, że działała na prośbę Barańskiego. Po roku aresztu sypnęła zabójcę - zawodowego killera ze Śląska Tadeusza Maziuka pseud. Sasza.

"Inka" poznała "Baraninę", mając niewiele ponad 20 lat. Była już doświadczoną kobietą. Jej pierwsza miłość - młody gangster Adam Szymański - był chorobliwie zazdrosny. Robił jej awantury o byle co, bił ją. Na złość jemu wyszła za mąż za szkolnego kolegę. Po miesiącu z powrotem wprowadziła się do Adama. Szymański był w grupie dowodzonej przez Andrzeja Grzymskiego pseud. Junior. Zakolegował się bliżej z ochroniarzem "Juniora" Rafałem Kanigowskim. Wszyscy oni zginęli w 1998 r. "Juniora" zastrzelono w styczniu, w podziemnym przejściu między hotelem Marriott a Dworcem Centralnym. Kanigowskiego we wrześniu w Żabieńcu koło Piaseczna. Ciało Adama Szymańskiego znaleziono w grudniu w samochodzie - zwęglone. Sprawców tych zabójstw nigdy nie wykryto. Ich mocodawcą był prawdopodobnie "Baranina". "Inka" stała się wtedy jego kochanką. Kiedy tylko żona Barańskiego Krystyna wyjeżdżała w interesach, w podwiedeńskim domu "Baraniny" natychmiast zjawiała się Galińska. Nie przeszkadzało jej, że "Baranina" był od niej dwukrotnie starszy. Wystarczało, że był bogaty i mógł zaspokoić każdy jej kaprys. Zabierał ją na Florydę czy Wyspy Kanaryjskie.

Po aresztowaniu "Ince" groziło dożywocie. Po roku zaczęła współpracować z prokuraturą. W czerwcu 2002 r. miało dojść do jej konfrontacji z zabójcą Dębskiego Tadeuszem Maziukiem. Na kilka godzin przed konfrontacją w celi warszawskiego aresztu Maziuk się powiesił.

Kilka miesięcy po aresztowaniu "Inki", latem 2001 roku w Austrii zatrzymano Jeremiasza Barańskiego. Jego proces rozpoczął się w styczniu 2003 r. W tym czasie ruszył też proces Galińskiej. Prokuratura zarzuciła jej wystawienie zabójcy Dębskiego. Nie przyznawała się do winy. Przed sądem odmawiała składania wyjaśnień. Natomiast jako świadek zeznawała w marcu 2003 roku w Wiedniu. Potwierdziła to, co zeznała przed polską prokuraturą. Barański zlecił zabójstwo Dębskiego. Na początku maja 2003 r. "Baranina" powiesił się w celi.

Proces "Inki" z przerwami trwał sześć lat. Zakończył się w szóstą rocznicę zabójstwa Jacka Dębskiego - 12 kwietnia 2007 roku. Pierwszy wyrok, w czerwcu 2003 roku, brzmiał: osiem lat więzienia. Drugi proces wszczęty na wniosek sądu apelacyjnego zakończył się na początku 2006 r. tym samym wyrokiem. Od zatrzymania do zakończenia drugiego procesu "Inka" przebywała w areszcie na Olszynce Grochowskiej zwanym w slangu więziennym Kamczatką. Po drugim wyroku przeniesiono ją do Grudziądza. Siedziała tam rok. W marcu 2007 przed zbliżającą się rozprawą apelacyjną wróciła do Warszawy. I tu siedzi do dziś. Sąd apelacyjny w 2007 r. podtrzymał wyrok: osiem lat.

Psychologowie byli rozbieżni w ocenach: egoistyczna manipulatorka - twierdzili jedni. Inni widzieli w niej poszukującą ciepła kobietę, dającą się wykorzystywać.

Wyszła powtórnie za mąż 4 lata temu za Francuza Jerome’a Babineta. Jako przedstawiciel firmy sprzedającej sprzęt pożarniczy przyjeżdżał do Polski od połowy lat 90. Wtedy poznał "Inkę". Twierdzi, że to, co jej się przydarzyło, nie zmieniło jego uczucia do niej. Ślub odbył się w więzieniu na Olszynce Grochowskiej.