Pierwszym w Polsce diakonem został w piątek Tomasz Chmielewski, katecheta z Torunia, a wczoraj biskup pelpliński wyświęcił drugiego świeckiego duchownego, Zbigniewa Machnikowskiego, wykładowcę teologii dogmatycznej w tamtejszym seminarium.

"Decyzja o zostaniu diakonem była naturalną konsekwencją mojego wieloletniego zaangażowania w życie Kościoła" - mówi Tomasz Chmielewski. A Zbigniew Machnikowski zapewnia, że na możliwość zostania diakonem czekał od wielu lat. "Z diakonami stałymi zetknąłem się wiele lat temu w Stanach i od tego czasu liczyłem na to, że Episkopat zdecyduje się na wyświęcanie świeckich w Polsce" - mówi. Teraz podlega władzy biskupa, to od niego zależy, gdzie zostanie powołany do służby. "Mam nadzieję, że nie będzie to daleko od żony i dzieci" - śmieje się Tomasz Chmielewski. Jest ojcem siedmiomiesięcznej Zosi, mężem z dziesięcioletnim stażem. Zbigniew Machnikowski ma z kolei dwoje dzieci: 12-letnią Danielę i 16-letniego Patryka.

Nowe prawa i obowiązki obu diakonów, to oprócz udzielania niektórych sakramentów, bezwzględne posłuszeństwo swojemu biskupowi. Kościół natomiast ze swej strony będzie dbał o nich jak o każdego duchownego, a więc na przykład zapewni im byt, kiedy stracą źródło utrzymania.

Choć diakonat stały jest znany w Kościele od początków chrześcijaństwa, a na Zachodzie popularny od wielu lat, w Polsce był dotąd zjawiskiem nieznanym.

Polscy hierarchowie zdecydowali się na wprowadzeniu diakonatu stałego w roku 2004. Rok później biskup toruński Andrzej Suski otworzył w Przysieku Ośrodek Formacji Diakonów Stałych dla kandydatów z całej Polski. Oficjalnym powodem tego kroku biskupów była chęć większego angażowania świeckich w pracę Kościoła. Nieoficjalnie mówi się, że to odpowiedź na spadającą liczbę powołań kapłańskich. Potwierdza to szef ośrodka w Przysieku, ks. Dariusz Iwański, gdzie przygotowuje się kandydatów na diakonów do święceń. "W USA czy Kanadzie diakonów zaczęto wyświęcać dopiero wtedy, gdy wyraźnie zaczęło brakować księży, w Polsce ten problem dopiero nadchodzi, ale Kościół nie chce czekać biernie i woli już teraz pomyśleć o przyszłości" - mówi.

Do Przysieka mogą trafić tylko mężczyźni z nienaganną opinią. Ich kandydaturę musi zaaprobować miejscowy biskup i... żona. "Diakon stały, mimo święceń, będzie nadal przede wszystkim mężem i ojcem, ale będzie miał też więcej niż dotychczas obowiązków. Stąd aprobata i wsparcie najbliższej mu osoby, czyli właśnie żony jest niezbędna" - mówi ks. Iwański.

Diakoni i ich rodziny paradoksalnie obawiają się reakcji środowiska na swoją nową rolę. "Spodziewam się wielu pytań, na przykład czy jestem pół księdzem. Nie unikniemy komentarzy, że żonaci nie powinni stać przy ołtarzu" - mówi Chmielewski.

Pierwszymi, których opór udało się pokonać, byli przyjaciele świeckich duchownych, którzy już zapisują się do nich na ślub czy chrzty dzieci. "Jestem przekonany, że ci dwaj panowie będą przykładem dla innych i dzięki nim pojawi się wielu kandydatów na diakonów"- mówi ks. Ireneusz Smagliński z kurii diecezji pelplińskiej, zaprzyjaźniony ze Zbigniewem Machnikowskim.