Mikołaj jest bardzo rezolutny. Chętnie dzielił się z ludźmi swoimi planami. Gdy dojechał na lotnisko, zauważyli go policjanci. Przed nimi również nie krępował się specjalnie. Opowiadał im o rodzicach i o samolotach, które już widział, bo mama pracuje niedaleko Okęcia.

Policjanci zabrali malucha do radiowozu i pojechali trasą autobusu, którym przybył Mikołaj. Chłopak najpierw zauważył stojący na osiedlowym parkingu samochód taty, a później gromadę dorosłych, którzy głośno wykrzykiwali jego imię.

Wszystko skończyło się tylko na strachu. Jak dowiedział się dziennik.pl, rodzice nie będą mieli przez Mikołaja kłopotów z prawem. Tata był trzeźwy, ale przysnął, bo był po nocnej zmianie. Mama natomiast, wychodząc do pracy, dobrze zamknęła drzwi.