Utrzymują też, że polscy piloci należą do najsłabiej mówiących po angielsku. Przedstawiciele polskiego lotnictwa zarzucają gazecie manipulowanie danymi, zaś LOT odrzuca winę swoich pilotów.

Do incydentu doszło w czerwcu ubiegłego roku. Należący do polskich linii boeing 737 w trakcie startu zboczył z trasy i o mało co nie zderzył się z inną maszyną. Powodem groźnego incydentu miał być błąd załogi boeinga, która źle wpisała do systemu współrzędne. Widząc, co się dzieje, kontrolerzy lotów natychmiast skontaktowali się z pilotem, ten jednak - według "Timesa" - nie potrafił zrozumieć niektórych poleceń.

Rzecznik LOT, którego zapytaliśmy o komentarz do sprawy, wszystkiemu zaprzecza. "Załoga postępowała zgodnie z procedurami" - mówi DZIENNIKOWI Wojciech Kądziołka. Ewentualne błędy komunikacyjne jego zdaniem mogły wziąć się stąd, że pilot jednocześnie rozmawiał z wieżą i prowadził skomplikowane czynności związane z naprowadzaniem samolotu do ponownego lądowania.

DZIENNIK dotarł do dokumentu z transkryptem rozmowy. Nie znaleźliśmy żadnego fragmentu, w którym pilot wykazuje się niezrozumieniem poleceń. Podobnego zdania był ekspert, któremu pokazaliśmy zapis tej rozmowy. "Wszystko jest wykonywane poprawnie, nie zauważyłem braku komunikacji" - powiedział DZIENNIKOWI doświadczony pilot Krzysztof Zbroja.

"Times" próbował historyjką z Heathrow zilustrować inny problem - twierdzi, że na brytyjskich lotniskach zbyt często lądują załogi niemówiące po angielsku, co obniża bezpieczeństwo lotów.

Brytyjska gazeta twierdzi, że w Polsce problem ma szczególne rozmiary i że spośród 800 polskich pilotów jedynie 15 zdało międzynarodowy egzamin językowy, którego wymaga Międzynarodowa Organizacja Lotnictwa Cywilnego (ICAO). Według naszych rozmówców jednak i to jest nieprawdą. "Egzamin zdało 160 z 2 tys. polskich pilotów, pozostali mają czas do 2011 r." - mówi rzecznik Urzędu Lotnictwa Cywilnego (ULC) Karina Wiązowska.

Incydent na Heathrow wydarzył się, gdy na pokładzie boeinga było 95 osób - pasażerów i członków załogi.

p

Bogdan Fydrych, ekspert Polskiej Komisji Badania Wypadków Lotniczych: Na podstawie tego dialogu nie można powiedzieć, że pilot nie zna angielskiego lub zna słabo. Raczej, że słabo słyszy, co mówi kontroler i zastanawia się, jak opanować sytuację.

Ten dialog to rozmowa pilota samolotu LOT lecącego z Londynu do Warszawy z brytyjskim kontrolerem lotów. Kontroler zwraca się do pilota, chce mu pomóc w rozwiązaniu problemów nawigacyjnych.

Wprawdzie na początku rozmowy pilot się myli, ale bardzo szybko się poprawia i później już nie ma problemów językowych. Pojawiają się pewne zająkniecia, chwile zastanowienia, "er", czyli moment zawahania, ale widać, że te problemy wynikają ze stresu pilotów i otaczającego ich szumu.