Co gorsza, tego pijackiego wyczynu babcia dokonała na ruchliwej drodze łączącej Tychy z Oświęcimiem. Ledwo przytomna pchała seata między pędzącymi autami. Odpocząć mogła w miejscowości Bieruń z powodu rutynowej kontroli pojazdu.

Rozmowa z policjantami przypominała scenki z filmów Stanisława Barei. "Panie władzo, samochód nam nie chce zapalić" - mieli powiedzieć opiekunowie malca, który akurat stał na tylnym siedzeniu.

Funkcjonariusze nie zaoferowali pomocy w uruchomieniu silnika, bo zaniepokoił ich alkoholowy fetor z ust babci. Badanie jej trzeźwości wykazało prawie 1,5 promila w wydychanym powietrzu. Kierowca samochodu miał niemal 1 promil alkoholu.

Według policji, za sprowadzenie bezpośredniego zagrożenia dla życia wnuka kobiecie grozi nawet pięć lat więzienia. Kierowca seata odpowie za prowadzenie samochodu po pijanemu. Grożą mu dwa lat za kratkami. Prokurator zdecyduje, czy również jemu postawić zarzut spowodowania zagrożenia dla życia chłopca.