Prokuratura jest pewna, że 20-latek bił chłopczyka celowo. "Uraz głowy chłopca nie ma charakteru przypadkowego, a charakter świadomego działania" - mówi rzecznik bełchatowskiej prokuratury Witold Błaszczyk.

Mężczyzna nie przyznaje się do winy. Twierdzi, że nie chciał zabić dziecka. Przekonuje prokuratorów, że niechcący upuścił maleństwo, a ono uderzyło główką o wersalkę.

Tragedia rozegrała się w nocy z soboty na niedzielę w domu w jednej ze wsi w gminie Szczerców k. Bełchatowa (Łódzkie). Trwała alkoholowa libacja. 20-letnia matka chłopczyka przeniosła się z dzieckiem do innego pokoju. Za nimi do pokoju przyszedł ojciec dziecka.

Matka zeznała policjantom, że wyszła na chwilę do kuchni, aby przygotować dziecku coś do jedzenia. Kiedy wróciła, mężczyzny w pokoju już nie było. Zamiast tego zobaczyła wstrząsający widok. Jej synek, cały posiniaczony i podrapany leżał na podłodze. Nie mógł oddychać.

Matka natychmiast wezwała pogotowie. Dziecko w krytycznym stanie trafiło do bełchatowskiego szpitala. Lekarze przez pięć godzin walczyli o życie chłopca. Bezskutecznie.