Jak donosi portal tvn24.pl, pięcioro dzieci - trzy dziewczynki i dwóch chłopców - grało w piłkę. Podszedł do nich mężczyzna z wiatrówką na plecach. Zaproponował, że się z nimi pobawi i odłożył broń na trawę. Zabawa nie trwała jednak długo.

Niespodziewanie, mężczyzna chwycił za broń i zaczął grozić grającej na boisku młodzieży. Na cel najpierw wziął najmłodszego, 8-letniego chłopca - relacjonuje tvn24.pl. Kazał mu podnosić i opuszczać ręce. Zagroził, że jeśli chłopiec go nie posłucha, strzeli do niego z wiatrówki.

Przerażone dziecko wykonywało polecenia mężczyzny, ale jemu było to mało. Na muszkę brał kolejne dzieci i tak samo kazał im wykonywać różne polecenia. Dzieci nie wytrzymały napięcia i zaczęły uciekać. Mężczyzna wymierzył więc i oddał dwa strzały. Oba były celne i ugodziły 17-letnią dziewczynę.

Na szczęście jedyne obrażenia, jakich doznała, to zaczerwienienia ciała i siniaki - pisze tvn24.pl.

Dzieci powiedziały wszystko ojcu jednego z nich, a ten natychmiast pobiegł na boisko dorwać szaleńca. Ale tam nikogo już nie było.

Dzięki dokładnemu opisowi, policja szybko ujęła szaleńca. Okazał się nim 31-letni Robert A. mieszkający w Kołobrzegu. Miał prawie 1,6 promila alkoholu w wydychanym powietrzu i nawet wobec policji zachowywał się agresywnie.

Mężczyzna usłyszy zarzut narażenia dzieci na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia, oraz stosowanie przemocy lub groźby w celu zmuszenia ich do określonego zachowania. Może spędzić w więzieniu nawet trzy lata - pisze tvn24.pl.