Obrona twierdziła m.in., że sędzia przewodnicząca jest nieobiektywna, bo nie uwzględnia niektórych wniosków formalnych obrony, bądź uchyla niektóre pytania. O braku bezstronności miał też świadczyć fakt, że sąd uznał, iż nie ma podstaw by sprawę rozpoznawać w składzie powiększonym czy też, że wydał postanowienie o niejawności procesu. Podnoszono też, że sędzia przedłużała areszt dla innego oskarżonego w sprawie "seksafery" Jacka P.

"Tego rodzaju argumenty w żaden sposób nie uzasadniają stwierdzenia, że zachodzi uzasadniona wątpliwość co do bezstronności sędziego" - stwierdził oceniający wnioski sędzia Jacek Gasiński. Jego zdaniem, nie ma żadnych podstaw by wątpić w bezstronność sędziego

"W moim odczuciu zostały naruszone zasady procedowania na tyle, że uzasadnia to wniosek o rozpoczęcie sprawy od początku" - mówił przed rozprawą mecenas Wiesław Żurawski.

Obrońca chciał też, by sprawę seksafery oceniał nie jeden sędzia, a trzech. Także ten wniosek sąd odrzucił.

Mecenas Żurawski nie zamierza się poddawać - zapowiedział skargę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka.

W sądzie pojawił się dziś lider Samoobrony Andrzej Lepper. Przypomniał, że już wcześniej obrona zapowiadała, że chce, aby skład sędziowski był trzyosobowy.

"Sprawa jest naprawdę bardzo poważna. Żyło nią społeczeństwo kilkanaście miesięcy i tak skomplikowaną sprawę prowadzi sąd w jednoosobowym składzie" - dziwił się Lepper.

"Dodatkowo znaleźliśmy dokumenty, że pani sędzia już w jednym z wątków tej sprawy orzekała. Przedłużała areszt dla Popeckiego (radnego skazanego już w seksaferze). Jakże tu obiektywizm, skoro już ktoś ma wyrobione zdanie na ten temat?" - pytał były wicepremier.

Lider Samoobrony powiedział też, że sąd nie nagrywa tej sprawy dla własnych potrzeb, bo "czegoś się boi".

Proces toczy się za zamkniętymi drzwiami. Łyżwiński - od sierpnia ubiegłego roku w areszcie - oskarżony jest między innymi o gwałt, a obaj byli posłowie o "żądanie i przyjmowanie korzyści o charakterze seksualnym" od działaczek tej partii. Lepper i Łyżwiński nie przyznali się do winy i odmówili składania wyjaśnień. Liderowi Samoobrony grozi kara ośmiu, a Łyżwińskiemu - 10 lat więzienia.