Angielski bez konkurencji
Z naszego wywiadu z minister edukacji Katarzyną Hall zapamiętałem jedno znamienne zdanie. Szefowa resortu próbowała przekonać naszych dziennikarzy, że wprowadzenie obowiązkowego angielskiego od pierwszej klasy mija się z celem i że „mniej popularne języki są też bardzo ważne”. To wierutna bzdura, której – miałem nadzieję – nigdy nie usłyszę z ust osoby odpowiedzialnej za nauczanie naszych dzieci - pisze Jakub Kumoch w DZIENNIKU.
- Angielski to bilet do świata
- Koniec z nauczycielami od wszystkiego
- Wojciech Fibak: Bez angielskiego by mnie nie było
- Angielski już od pierwszej klasy
- Norman Davis: Angielski to konieczność
- Bez języka nie byłoby sukcesu
- Nauka angielskiego nabrała tempa
- Polacy murem za angielskim
- Tego atlasu nie zabieraj w podróż
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Poniedziałek 2012-05-28

temp. min 2°C max. 25°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Tu nie trzeba komentować. Wystarczy anegdotka. Mam znajomego, który mówi tylko po niemiecku. W Berlinie najbardziej irytuje go jedno zachowanie gospodarzy. Gdy ma problemy z wypowiedzeniem się i jego niemiecki się zatnie, rozmówcy z uśmiechem przychodzą mu w sukurs. Co mówią? – Say it in English!
Pani minister! Możemy odwrócić sytuację – zrobić eksperyment i wysłać dziennikarza do Londynu. Z prośbą, by przez jeden dzień posługiwał się wyłącznie niemieckim. Obawiam się, że nie wyjedzie z lotniska Heathrow. A może mamy wysłać kogoś do Moskwy, by próbował porozumiewać się z miejscowymi po francusku albo do Paryża, gdzie będzie próbował dogadywać się po rosyjsku? Przecież to trywialne – jest jeden światowy język. I jest nim angielski.
Żeby nie zostać posądzonym o wrogość wobec innych języków obcych – lubię niemiecki, przydaje mi się rosyjski i cieszę się, że mówię po hiszpańsku i francusku, ale to dla mnie hobby. Znajomość angielskiego traktuję jako element przynależności do cywilizowanego świata. Myślę, że nie jestem w tym uczuciu odosobniony.
I jeszcze jeden argument: mówi pani, że inne języki są ważne szczególnie w strefach przygranicznych. To prawda. Z jednym uzupełnieniem. Jeżeli szkoła stawia sobie za cel umożliwienie uczniom robienia zakupów w Greifswaldzie albo przemycanie papierosów z Gusiewa do Gołdapi.
Ja uważam, że Polski nie stać na kształcenie kadr dla transgranicznego handlu. I że nie do tego powołane jest ministerstwo.





















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!