Krzysztof Ziemiec: Wyłem z bólu godzinami
Wychudzony, z opatrunkami na całym ciele i wciąż bardzo słaby. Jednak pełen pogody ducha i wiary w powrót do normalnego życia - pisze "Fakt". Krzysztof Ziemiec, dziennikarz telewizji Puls, który trzy tygodnie temu we własnym mieszkaniu stoczył śmiertelny bój z ogniem, jest już w domu.
- Poparzony dziennikarz dochodzi do zdrowia
- Poparzony dziennikarz: Wkurza mnie bezsilność
- Krzysztof Ziemiec czuje się gorzej
- Ziemiec zdrowieje, bo przyszedł na ślub
- Poparzony dziennikarz na specjalnej diecie
- Ziemiec znów cieszy się zabawą z dziećmi
- Poparzony dziennikarz: Marzę, by zobaczyć dzieci
- Żona Ziemca: Bóg pomógł nam to przetrwać
Pogoda
POLSKA
Czwartek 2012-02-16

temp. min -13°C max. 2°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Szpital Czerniakowski w Warszawie. Piąte piętro. Oddział Chirurgii Plastycznej. To tam przez trzy tygodnie leczył się po ciężkim wypadku prezenter telewizji Puls Krzysztof Ziemiec. Wczoraj nadszedł wielki dzień dla niego i jego rodziny. Kuracja przebiegła na tyle pomyślnie, że Krzysztof mógł zostać wypisany do domu - pisze "Fakt". I dopiero teraz był w stanie opowiedzieć o najbardziej tragicznych momentach swojego życia, kiedy we własnym mieszkaniu, aby ratować rodzinę, wynosił garnek z płonącą parafiną i przewrócił się. Parafina wylała się na jego ciało.
Moja skóra schodziła z bandażami
"Czuję się bez porównania lepiej. Teraz już bez bólu mogą mi zmieniać opatrunek. Jeszcze niedawno, kiedy to robiono, miałem wrażenie, jakby mnie obdzierano ze skóry, bo schodziła razem z bandażem... A trzy tygodnie temu, czyli zaraz po wypadku, przez cały czas wyłem z bólu. Ale i tak podobno ciszej niż inni na moim oddziale... Pierwsze dni w szpitalu pamiętam jako ciągłą ucieczkę przed bólem. A właściwie brak możliwości ucieczki. Bo uciec nie było dokąd..." - opowiada "Faktowi" Ziemiec.
Prezenter stara się wyrzucić z pamięci dramatyczne sceny, które rozgrywały się w jego mieszkaniu, ale niektóre z nich zapamięta do końca życia. I jeszcze długo będzie mu się śniło jego mieszkanie na warszawskim Ursynowie, spowite gęstym dymem.
Wszedłem prosto w ogień
"Trudno mi wracać do tamtego wieczoru... Od tragedii dzieliły nas dosłownie chwile. Przez ułamek sekundy zdałem sobie sprawę, że albo spłoniemy żywcem w mieszkaniu, albo zatrujemy się tlenkiem węgla. Jedynym ratunkiem było otworzenie drzwi. Ale one płonęły, płonęła też szafka na buty.
I wtedy nagle dostałem jakiegoś przypływu siły płynącej prosto z niebios. Jakiegoś hartu ducha, który trudno wyjaśnić rozumem. Wszedłem prosto w ogień i odsunąłem zasuwę od drzwi. Bałem się, że może być za późno, że zamki stopią się w ogniu i zostaniemy uwięzieni w środku. Ostatkiem sił odwróciłem się do rodziny i krzyknąłem: <Dzieci! Wychodzić!>. Na korytarzu byli już sąsiedzi i próbowali ugasić mnie strumieniami wody. A ja stałem pośród ognia i zupełnie nie wiedziałem, co mam robić"
Uratowało mnie to, że byłem nagi
"Na szczęście byłem nago, bo właśnie brałem prysznic, gdy zobaczyłem, co się dzieje w mieszkaniu. To mnie uratowało, bo gdybym miał ubranie na sobie, wszystko by spłonęło i wtopiło się w skórę... Wolę nie myśleć, co by wtedy było. Na szczęście moje dzieci niewiele pamiętają z tego makabrycznego wieczoru. Spały już u siebie w pokojach, gdy pojawił się ogień. Potem pod wpływem gorąca wywaliło wszystkie korki w mieszkaniu. Nie widziały, w jakim jestem stanie. Całą sytuację odczuwały jedynie emocjami: swąd palonego mieszkania, strach i krzyk.
Na szczęście, chwilę po tragedii nasza najbliższa sąsiadka wzięła je do siebie. Włączyła jakąś bajkę, próbowała uspokoić. Te chwile tuż po wypadku były dla nich najważniejsze, a później znalazły się pod opieką psychologa. Najbardziej przeżywa całą sytuację średnia córeczka Olga, która jeszcze nie do końca doszła do siebie. Marzę, by je zobaczyć. Myślę, że stanie się to już za kilka dni, kiedy wrócą do domu z działki, gdzie są razem z babcią".
Lekarze są przekonani, że Krzysztof wróci do zdrowia w 100 proc. Ale na razie czeka go roczna rehabilitacja.
"Na razie nawet nie myślę o pracy. Mam zwolnienie do końca sierpnia. A i tak nie jestem nawet w stanie utrzymać nawet ołówka w palcach. Muszę dbać o siebie. Chciałbym bardzo wrócić do aktywności, lecz organizm mówi: stop" - powiedział "Faktowi" Krzysztof Ziemiec.
























~sru2011-11-01 20:02
a po co ktos trzyma parafine w mieszkaniu??on to chyba z tych ktorzy rozbrajaja niewybuch w bloku
~Kasia_z_białego2011-04-13 22:37
Marco ty wez lecz swoje kompleksy gdzie indziej. Ziemiec to wielki człowiek!
~STYX2011-03-01 23:13
I jak ci palancie Ziemiec w dziobie po uzyskaniu informacji,że większoś Polaków uważa iz kościół dokonał kradzieży ziemi wskutek dzialalności komisji majątkowej ???
~piotr2011-02-17 11:31
marco jestes takim dupkiem że aż boli
~Marco P2011-02-03 12:55
To jest wyolbrzymianie sytuacji skoro leczenie tego poparzenia trwało tylko 3 tygodnie bo powarzne poparzenia tj 2 lub 3 stopnia w zależności od procentu poparzenia leczy się od 2 miesięcy w górę. Wielu górników ma o wiele większe poparzenia ale o Nich się nie mówi!!! To był "pan dziennikarz" więc opiekę medyczną miał o wiele lepszą niż przecientny Polak!!!
~maria2011-01-14 10:20
Wielki szacunek dla Ciebie i Twojej kochanej żony,dzieki ktorej bez watpienia było lżej znosić męki cielesne.Ona też swoje musiała wycierpieć.Pozdrawiam i życzę , żeby nad Waszą rodzinką zwsze czuwał Wasz Anioł Stróż.
~maria2011-01-13 19:56
Dla mnie jesteś bohaterem.Ja teżw czasie pożaru myślałam tylko o tym jak się wydostac z pożaru,żeby uratować dwie już śpiące córki.Moje drzwi płonęły,odpadł gong spalone korki,.Kawalerka,kuchnia w przedpokoju,gdzie dudniło od ognia(to dudnienie obudziło mnie ze snu) .Wtedy ułamek sekundy to za długi czas na myślenie co robić,a jednak nigdy wcześniej nie byłam tak zorganizowana.Udało mi się wydostać,wrócić po dziewczynki i zaspane wynieść na klatkę schodową.Moje córki nie pamiętają niczego ztych tragicznych chwil dla mnie,.
~Krystyna2011-01-09 00:39
Gratuluję! Jest Pan wzorem ojca i męża! Przeczytałam "Wszystko jest po coś" Dziękuję za ten wywiad... za wiarę, chęć życia jak Bóg przykazał !
~marlena2010-12-19 12:03
O matko ...dopiero dzisiaj dowiedziałam sie o Pana tragedii . Może nie czas do tego wracać , ale jestem tak zszokowana i wspólczująca , że nie mogę przejść nad tym co się stało do porządku dziennego i nie skreślic do Pana moich wyrazów współczucia i SZACUNKU DLA PANA . Dla mnie jest Pan WZOREM MĘŻCZYZNY - OJCA , MĘŻA !!! Myślę , że Bóg wie kogo wybiera i po co na swoje "ofiary" .Oby nie czynił tego zbyt często . Pozdrawiam i życzę dłuugiego szczęśliwego życia .
Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!