Strajk energetyków. Polska bez prądu
"Selektywne wyłączanie odbiorcom dostaw prądu" - tak rzecznik OPZZ, Grzegorz Ilka, opisał strajk, którym grożą energetycy, jeśli rząd nie obieca im przywilejów. Dzisiejszy paraliż stolicy, po której maszeruje około sześciu tysięcy związkowców, będzie niczym w porównaniu z chaosem związanym z zablokowaniem sieci.
- Strajk sparaliżował całe Węgry
- Nauczyciele stracą pomostówki już w tym roku
- Za tydzień wybuchną masowe protesty
- Burza pozbawiła prądu mieszkańców Sosnowca
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Poniedziałek 2012-05-28

temp. min 2°C max. 25°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
W rozmowie z dziennikiem.pl Ilka przypomniał, że energetycy dwa lata temu przeprowadzili podobną akcję "selektywnego wyłączania prądu". Wówczas energii pozbawiono
zakłady produkcyjne, które zalegały z płatnościami. "To były przerwy w dostawach trwające od godziny do dwóch" - mówi Grzegorz Ilke.
Na razie związkowcy straszą strajkiem ostrzegawczym. Jednak nie wykluczają strajku generalnego, który objąłby cały kraj.
Energetycy boją się, że zmiany w branży, jakie planuje rząd, pozbawią ich pracy. Chodzi o prywatyzacje polskich koncernów energetycznych, które w 70 procentach należą jeszcze do państwa.
Związkowcy obawiają się, że gdy ich firmy wejdą na giełdę, trzeba będzie "odchudzić" je, by przekonać do siebie inwestorów. Co gorsza, nie wszyscy związkowcy mają
dostać akcje pracownicze.
Ponadto, według energetyków, z prywatyzacją trzeba poczekać na lepszy moment. Ich zdaniem koncerny uzyskałyby teraz ze sprzedaży akcji zbyt mało pieniędzy, by pokryć niezbędne inwestycje.
Ludzie boją się, że firmy uzupełnią puste kasy podwyżkami prądu. A to z kolei uderzy we wszystkich Polaków.
Dziś związkowcy z firm energetycznych manifestują w Warszawie. Trasa przemarszu zakłada "odwiedziny" w najważniejszych instytucjach państwowych.
Szef Sekretariatu Górnictwa i Energetyki "Solidarności" Kazimierz Grajcarek powiedział, że związkowcy przekażą petycję ze swoimi postulatami wicepremierowi, ministrowi
gospodarki Waldemarowi Pawlakowi oraz szefowi resortu skarbu Aleksandrowi Gradowi.
Przedstawiciele "Solidarności" mówili pod Sejmem, że nie są winni rosnącym cenom energii. Chcą, żeby szanowano ich prawa pracownicze. Od rządu domagają się określenia
przejrzystego programu dla polskiej energetyki, uwzględniającego interesy spółek tego sektora, pracowników i odbiorców energii.





















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!