Wałęsa broni Jaruzelskiego przed sądem
Kiedyś byli przeciwnikami, dziś Lech Wałęsa broni Wojciecha Jaruzelskiego. "Generał miał mało do powiedzenia. Wówczas rządził sekretarz partii" - mówił przed sądem były prezydent, pytany, kto wydał rozkaz strzelania do robotników na Wybrzeżu w 1970 roku. Głównym oskarżonym w procesie jest generał Wojciech Jaruzelski.
- "Papież uważał Jaruzelskiego za patriotę"
- "Proces generała to efekt inkwizycji Kaczyńskich"
- Wałęsa lubi tylko polskie trunki
- Zmarł generał oskarżony o stan wojenny
- Dali na mszę w intencji Jaruzelskiego
- Wałęsa opowie o masakrze robotników
- III RP zbyt łaskawa dla Jaruzelskiego
- Jaruzelski: Chodzę z podniesioną głową
- Gorbaczow do Kaczyńskiego: Dbajcie o Jaruzelskiego
- Autorzy stanu wojennego będą osądzeni
- "Oni wiedzieli, że to bezprawie"
- Wałęsa: Wpadłem w amok
- Proces za stan wojenny we wrześniu
- "Jaruzelski zasługuje na sąd"
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Poniedziałek 2012-05-28

temp. min 2°C max. 25°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Lech Wałęsa, wchodząc na salę sądową, podał rękę Wojciechowi Jaruzelskiemu. "Jak kapral generałowi" - powiedział były przywódca "Solidarności".
Sąd ustala, kto jest odpowiedzialny za śmierć 44 osób, zabitych w czasie brutalnej pacyfikacji robotniczych demonstracji na Wybrzeżu w grudniu 1970 roku. Jeśli uzna Wojciecha Jaruzelskiego i pozostałych oskarżonych winnymi "sprawstwa kierowniczego" tego zabójstwa, będzie grozić im dożywotnie więzienie.
"Wiele działań wojska i milicji to obrona konieczna lub stan wyższej konieczności" - tłumaczył się wielokrotnie generał Jaruzelski.
"Komendant prosił mnie o pomoc"
Lech Wałęsa wspominał przed sądem, że na prośbę milicji próbował uspokoić wzburzony tłum. "Udało mi się wejść do komendy, by negocjować zwolnienie aresztowanych stoczniowców i nieatakowanie manifestantów" - relacjonował przed sądem Lech Wałęsa. "Komendant obiecał to i prosił mnie, bym zapanował nad tłumem" - mówił były prezydent i dodał, że choć udało mu się uciszyć tłum, milicja zaatakowała manifestantów, a komendę obrzucono kamieniami.
"Koledzy myśleli, że zostałem zabity przez milicję" - powiedział Wałęsa.
Były prezydent zapewniał też, że stoczniowcy nie rozbijali sklepów w czasie manifestacji. "Podczas takich wydarzeń zawsze jakieś grupy korzystają z okazji. Prowokatorzy, złodziejaszkowie" - mówił. "Gdy usłyszałem strzały, myślałem, że to <ślepaki>" - opowiadał Wałęsa.
Zeznaniom byłego prezydenta bez słowa przysłuchiwał się generał Wojciech Jaruzelski. Na koniec nie miał do Lecha Wałęsy żadnych pytań.
44 osoby zginęły, ponad 1160 rannych
Oprócz generała Wojciecha Jaruzelskiego, który w 1970 roku był ministrem obrony narodowej, na ławie oskarżonych zasiada również ówczesny wicepremier PRL Stanisław Kociołek, wiceszef MON generał Tadeusz Tuczapski i trzej dowódcy jednostek wojska tłumiących protesty robotnicze. Żaden z nich nie przyznaje się do winy.
12 grudnia 1970 r. rząd PRL ogłosił drastyczne podwyżki cen żywności. Na Wybrzeżu wybuchły protesty robotnicze. Do ich tłumienia użyto wojska. W Gdańsku, Gdyni i Szczecinie padły strzały. Zginęły 44 osoby, a ponad 1160 zostało rannych.





















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!