Polacy nie nadają się na żołnierzy
Zamiast wysportowanych, zdrowych i wykształconych mężczyzn, do zawodowej służby w Wojsku Polskim zgłaszają się głównie nieudacznicy i kryminaliści. Z danych resortu obrony wynika, że jedynie co piąty kandydat na żołnierza zawodowego nadaje się do armii. Jeśli ta tendencja szybko się nie zmieni, w gruzach legnie plan Ministerstwa Obrony Narodowej, by za dwa lata Polska dysponowała 120-tysięczną zawodową armią - pisze DZIENNIK.
- Polko: Polska potrzebuje armii XXI wieku
- Czy to będzie ostatni pobór do wojska?
- Ostatni taki pobór w Polsce
- W szpitalach i hospicjach brak pracowników
- Oto ostatni rekrut w Polsce
- "Żołnierzy z kryminalną przeszłością może być więcej"
- Premier przyjechał do żołnierzy w Afganistanie
- "Armia zawodowa, ale nie profesjonalna"
- Winni katastrofy CASY wracają do pracy
- Bez szans na zawodową armię w 2010 roku
- Koniec z misjami wojskowymi bez NATO
- Poligon wynajmę od zaraz
- Chcesz do armii? To kosztuje...
- Lepiej w wojsku niż w beemce
- Tegoroczny pobór nie będzie ostatnim?
- Klich chce euroarmii
- Od przyszłego roku koniec z poborem do wojska
- Wojsko chwali się brygadami tygrysa
- Prezydent nie zniesie poboru przed 2012 r.
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Środa 2012-05-30

temp. min 3°C max. 22°C
opady:
brak
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Do wstępowania w szeregi armii miała zachęcać kampania informacyjna uruchomiona kilka tygodni na zlecenie resortu obrony kosztem dwóch milionów złotych. I choć kandydatów do wojska rzeczywiście przybywa - w tym roku jest ich trzy razy więcej niż w ubiegłym - to ich przydatność jest mocno wątpliwa.
"Przychodzą do nas kandydaci z lękami depresyjnymi, z nadwrażliwością emocjonalną, wahaniami temperamentu. Wielu odpada na testach badających poziom intelektu" - mówi DZIENNIKOWI kierownik poradni psychologicznej WKU w Rzeszowie Mirosław Jarosiński.
Za broń chcą też chwycić kryminaliści, którzy na komisjach ukrywają przestępczą przeszłość, a nawet osoby, z których wcześniej armia zrezygnowała ze względu na stan zdrowia. We Wrocławiu żołnierzem chciał zostać gruźlik, a do krakowskiego WKU zgłosiło się kilkunastu kandydatów z poważnymi defektami wzroku.
Mundur przyciąga też zwykłe ofermy. "Testy sprawnościowe oblewa jedna trzecia kandydatów" - twierdzi wojskowy komendant uzupełnień w Lublinie ppłk Zdzisław Zwierz.
Dowódca wojsk lądowych generał Waldemar Skrzypczak w rozmowie z DZIENNIKIEM przyznaje: "Tylko co piąty poborowy przechodzi pozytywną weryfikację."
Efekt jest jednak taki, że wojsku wciąż brakuje około 42 tys. ochotników. Najgorsze, że do armii nie chcą iść ci, na których wojsku najbardziej zależy, czyli młodzi, zdolni i wysportowani ludzie. "Myślałem o wojsku, ale wybiorę inne studia. Politechnika da mi więcej niż armia" - mówi DZIENNIKOWI Piotr Majewski, maturzysta z I LO w Tomaszowie Mazowieckim, które w ostatni poniedziałek odwiedził minister obrony Bogdan Klich, by namawiać licealistów do wstępowania w szeregi armii. Podobnie myśli większość jego kolegów.
Wojskowych to nie zraża. Receptą na odwrócenie niekorzystnej tendencji ma być poprawa funkcjonowania tkwiących w głębokim PRL-u Wojskowych Komisji Uzupełnień. "Zmienimy ich mentalność. Krzykiem, gburowatością nie przyciągniemy do siebie młodego człowieka. Musimy zrobić mu kawę, porozmawiać, przekonać do wojska" - zarzeka się pułkownik Artur Kołosowski, dyrektor sekretariatu ministra obrony.























~grizzly2010-10-12 23:20
fuck the system
Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!