Na pomysł zbadania stanu czystości klozetów wpadła jedna z firm oferujących czyszczenie sanitariatów. Wynajęła instytut badawczy TNS OBOP, który wysłał swych badaczy do toalet czterech polskich miast. Ankieterzy notowali skrupulatnie, gdzie jest papier, a gdzie go nie ma, gdzie śmierdzi, a gdzie pachnie.

Efektem badawczego trudu jest raport, z którego wynika, że generalnie dbamy o czystość toalet, ale tylko pod warunkiem, że muszla klozetowa należy do prywatnego właściciela. W miejskich szaletach - zwłaszcza tych dworcowych - wciąż panuje smód i brud. Wystarczy jednak wstąpić do WC na stacji benzynowej lub w centrum handlowym, by przekonać się, że nie jest z nami aż tak źle.

Aż w 86 procentach ankieterzy uznali je za czyste. W 85 procentach nie stwierdzili brzydkiego zapachu, a toalety były wyposażone w podstawowy sprzęt i środki czystości. Nie oznacza to jednak, że prywaciarze nie mają sobie nic do zarzucenia. TNS OBOP raportuje, że aż 80 procent restauracji, pubów, barów i kawiarni nie ma toalet przystosowanych dla niepełnosprawnych.

Odnosząc się do toalet miejskich i dworcowych, raport nie pozostawia na ich zarządcach suchej nitki. Nie dość, że na gości często czeka tam niespodzianka w postaci pustego podajnika na papier (nie ma go w jednej piątej miejskich i dworcowych toalet), to i mycie rąk nie jest przyjemne. Ciepła woda jest tylko w mniej niż sześciu toaletach na 10.

Co gorsza, pracownicy administracyjni chyba chcą przestraszyć gości wyglądem tych ubikacji. 25 procent muszli klozetowych wygląda jakby wyjęto je z szamba. Nic dziwnego - w kabinach nie ma koszy na podpaski, więc klozety są nimi ciągle zapychane. W efekcie ich zawartość często ląduje na podłodze.