Marsz zaczął się na Placu Mickiewicza. Przeszedł ul. Św. Marcin, alejami Karola Marcinkowskiego, zakończył się na Placu Wolności. Był elementem trwających w Poznaniu Dni Równości i Tolerancji.

"Do akcji zaangażowaliśmy odpowiednią liczbę policjantów. Z roku na rok marsz przebiega z coraz mniejszymi zakłóceniami" - powiedział rzecznik poznańskiej policji Zbigniew Paszkiewicz. "W tym roku marsz przebiegł spokojnie. Pięć osób, które kierowało wyzwiska w stronę uczestników marszu, przewieziono do komisariatu. Ich sprawa znajdzie zapewne finał w sądzie grodzkim" - dodał.

Na wszelki wypadek mundurowi oddzielili od manifestacji kilkudziesięcioosobową grupę pseudokibiców w kapturach i z twarzami zasłoniętymi biało-niebieskimi szalikami klubu Lech.

Jak zapowiedziała współorganizatorka imprezy Aleksandra Sołtysiak, w przyszłym roku marsz równości będzie powtórzony. "Po raz trzeci udało nam się przejść całą trasę. Mogliśmy przez całą trasę krzyczeć nasze hasła. Poznań jest dzisiaj stolicą tolerancji. Frekwencja dopisała - oczywiście było mniej osób niż rok temu, ale to wina warunków pogodowych" - uznała Sołtysiak.

Jak podkreślała, marsz równości jest błędnie kojarzony jedynie ze sprawą mniejszości seksualnych. "Protestujemy przeciwko dyskryminacji ze względu na płeć, pochodzenie etniczne i narodowe, wyznanie, pochodzenie społeczne i środowisko, wykształcenie, orientację seksualną, niepełnosprawność i stan zdrowia, kulturę, obyczaje i wiek" - przypomniała Sołtysiak.

Marsz równości zorganizowano po raz pierwszy w 2004 roku. W 2005 władze miasta nie zgodziły się na przemarsz. Mimo to w nielegalnej manifestacji wzięło udział kilkaset osób, z których ponad 80 zatrzymała policja. W 2006 roku marsz odbył się, mimo protestów jego przeciwników. Rok później udało się uniknąć większych problemów.