Ferma jeleni Polskiej Akademii Nauk w Kosewie koło Mrągowa to 100 hektarów ogrodzonego terenu. Mimo to wilkom udało sie tu dostać w ostatnich dniach aż trzy razy. "Podkopują się pod ogrodzeniem. Prawdopodobniej wadera (dominująca samica - red.) uczy młode polowań" - mówi DZIENNIKOWI dyrektor Stacji Badawczej PAN w Kosewie Marek Bogdaszewski. Hoduje się tu jelenie, daniele, jelenie Dybowskiego i muflony, by potem wypuścić je na wolność w lasach całej Polski.

W zagrodach ofiary wilków nie miały szans. Drapieżniki zapędzały je do rogów i tam zagryzały. Zginęło 21 danieli, dwa jelenie i najstarszy w stadzie muflon. "Patrolujemy teren, poprawiamy ogrodzenie, ale nie możemy zwierząt zamykać na noc, bo one są na pół-dzikie" - mówi Marek Bogdaszewski.

Ale wilki coraz częściej atakują też zwierzęta hodowlane. "Koło Ełku zagryzły całe stado owiec, w kilku innych miejscach atakowały bydło" - wylicza pracownik nadleśnictwa Strzałowo, na terenie którego znajduje się Stacja w Kosewie. Co robić w tej sytuacji? "Strzelać!" - odpowiada bez wahania i właśnie dlatego chce pozostać anonimowy. Bo choć o odstrzale wilków nie mówi się głośno, to myśliwi i hodowcy coraz częściej się go domagają. "Formalnych wniosków nie mamy. Ale w rozmowach z ludźmi słychać, że nastroje są bojowe" - mówi Krzysztof Mroczkowski, który w nadleśnictwie zajmuje się sprawami łowieckimi.

Ataki wilczych watah nie są tylko problemem Mazur. Drapieżniki dają się też we znaki bacom w Beskidach. "Ataków nie jest więcej niż w poprzednich latach, ale są coraz bardziej krwawe. Zdarzały się takie, w których ginęło po 40 - 50 owiec. Parę lat temu to było nie do pomyślenia" - mówi Rafał Łatanik z żywieckiego oddziału Zespołu Śląskich Parków Krajobrazowych.

Czy zatem wilków jest w Polsce za dużo i ich odstrzał jest konieczny? Nic podobnego. Żyje u nas 600 - 700 tych drapieżników, a jak wynika z analiz Zakładu Badania Ssaków PAN, miejsca w lasach jest jeszcze na 1500 sztuk. "Największy potencjał na zasiedlanie przez wilki mają lasy w zachodniej Polsce, gdzie tych zwierząt jest bardo mało" - mówi Sabina Pierużek-Nowak ze Stowarzyszenia dla Natury Wilk. "Odstrzał wcale tu nie pomoże. Kraje, w których polowania są legalne, ciągle mają problem z atakami na stada" - dodaje. Jej zdaniem wilki zawsze szukają najłatwiejszej zdobyczy. Potwierdza to przypadek z Kosewa. "Trudno się im dziwić. Takie natężenie zapachu jeleni, ich ulubionego pokarmu, musiało je zwabić" - mówi Marek Bogdaszewski ze Stacji PAN.

Co zatem robić? Stowarzyszenie Wilk podpowiada hodowcom, jak ustrzec się przed drapieżnikami. Okazuje się, że najlepsze są stare, sprawdzone metody, czyli... owczarki strzegące stad. "Nie mogą oczywiście być na uwięzi i wówczas skutecznie odstraszają szczekaniem drapieżniki" - mówi Pierużek-Nowak. Tam gdzie nie można używać psów, jak na fermach jeleni, sprawdzają się elektryczne pastuchy nowej generacji. Zrobione są nie z drutu, a ze specjalnej taśmy. Montuje się je także przy samej ziemi, aby uniemożliwić drapieżnikom podkop. Działają nawet na pastwiskach z dala od cywilizacji, bo do ich zasilania wystarcza bateria słoneczna.