Policjanci wyśmiali zgwałconą kobietę
Zaczęło się od wspólnego wieczoru w pubie, który 19-letnia Magda J. z Wrocławia spędziła ze znajomym. Później dziewczyna straciła świadomość na kilkanaście godzin. Obudziła rozebrana w łóżku kolegi. Podejrzewając, że padła ofiarą gwałtu, zgłosiła się na policję. A tam miała usłyszeć, że się... "puszcza" - relacjonuje dziennik "Polska".
- Zgwałcona 11-latka nie musi uciekać po aborcję
- Ksiądz skazany za gwałt na parafiance
- Wakacyjna plaga - pigułka gwałtu
- Który szef policji ma najgorsze pomysły?
- Urzędnicy nie umieją walczyć z molestowaniem
- Zginął, bo izba wytrzeźwień była za daleko
- Irańczyk zgwałcił polską dziewicę
- Zgwałcił bezrobotną w urzędzie pracy
- Premia za gwałt przed kamerą
Pogoda
POLSKA
Czwartek 2012-02-16

temp. min -13°C max. 2°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Wrocławscy policjanci zataili doniesienie o gwałcie oraz szydzili z ofiary przestępstwa - twierdzi 19-letnia dziewczyna, której historię opisał dziennik "Polska". Skandaliczna sytuacja na komisariacie miała się powtarzać trzy dni z rzędu.
Magdalena J. podejrzewa, że kolega podał jej tabletkę gwałtu i zaciągnął do łóżka. Mówi, że nie pamięta kilkunastu godzin pomiędzy wizytą w pubie, a koszmarnym przebudzeniem w łóżku mężczyzny.
Nie ma gwałtu, skoro się umyła
Po powrocie do domu, młoda Wrocławianka umyła się i poszła spać. I to był - według dziennika - wielki błąd. Na policję zgłosiła się dopiero wieczorem. Zdaniem jej narzeczonego, "to, co się tam działo, to tragedia". "Nie przyjęli od nas zgłoszenia. Zainteresowali się jedynie tym, że Magda leczy się na depresję" - mówi gazecie mężczyzna.
Wrocławianka usłyszała, że policja przyjmie zawiadomienie tylko wtedy, gdy gwałt potwierdzi lekarz. Ale ten nie potrafił wydać jednoznacznej opinii, bo kobieta wcześniej się umyła. W rezultacie policjanci podyktowali Magdalenie treść oświadczenia, w którym nie składa ona wniosku o ściganie sprawcy.
"Po co kobieta składa zawiadomienie o gwałcie, skoro nic nie pamięta?" - szydzili policjanci. Wrocławianka miała też usłyszeć, że "się puszcza". Pytano ją, czy lubi romanse - pisze "Polska". Policjanci narzekali, że do jej sprawy "pół komendy trzeba by zaangażować" i dziwili się, że liczy na pomoc policji.
Nie ma gwałtu, skoro go nie pamięta
"Zadzwoniła do mnie zapłakana" - opowiada "Polsce" narzeczony Magdaleny. "Wtedy pojechaliśmy na policję razem. Rozmawialiśmy z jakimś oficerem. Mówił, że temat zna słabo i że nic w tej sprawie nie zrobili" - mówi.
Później Magdalena J. rozmawiała z policjantką. Ta poradziła, by zgłosić się do tej samej policjantki, z którą Magdalena rozmawiała przed dwoma dniami. I zawiadomienia nie przyjęła.
Dziewczyna próbowała zgłosić przestępstwo po raz trzeci i znowu usłyszała, że skoro nic nie pamięta, to policja jej nie pomoże. Wtedy zgłosiła się do Centrum Praw Kobiet.
Po informacji "Polski", sprawą zajęła się Komenda Wojewódzka Policji we Wrocławiu. Zapowiedziano, że - jeżeli te zarzuty się potwierdzą - to wobec policjantów zostaną wyciągnięte surowe konsekwencje. Będzie też prokuratorskie śledztwo. Za niedopełnienie obowiązków grożą policjantom trzy lata więzienia.

























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!