>>>Zobacz dramatyczne zdjęcia z Gruzji!

Andrzej Maciejewski, z którym rozmawiała Polska Agencja Prasowa, podkreśla, że na razie jest ostrożny w ocenie tego, co stało się w Gruzji. Uważa, że należy poczekać na więcej szczegółów. "Polski prezydent jest na terenie będącym w trakcie <cichej> wojny z Rosją" - tłumaczy i dodaje, że sytuacja w regionie jest sytuacją o podwyższonym ryzyku i zagrożony tam jest nawet dyplomata.

"Wszystko jest prawdopodobne" - mówi Maciejewski i zaznacza, że na razie sytuacja jest zbyt gorąca, by ją szczegółowo analizować. Zdaniem politologa, Gruzja ma obecnie znacznie więcej problemów wewnętrznych niż sam fakt zmiany stosunków z Rosją.

Z kolei prof. Jerzy Pomianowski uważa, że trudno bez dochodzenia określić, kto był sprawcą "tego alarmu czy zamachu" w Gruzji. "Nawet i to powinno być rozważone, że mógł to być przypadek" - uważa znawca Rosji, pisarz, rusycysta i redaktor naczelny "Nowoj Polszy".

"Nie sądzę, żeby to mogła być prowokacja ze strony rosyjskiej, ponieważ byłaby to zbyt wielka kompromitacja. Jako że wizyta tak wysoko postawionych osób z zagranicy na terenie Gruzji znana była stronie rosyjskiej, to gdyby stała się przedmiotem zamachu, kompromitowałaby Rosjan" - powiedział profesor Pomianowski.

"Nie sądzę również, żeby jakikolwiek Gruzin, nawet z opozycji, skłonny był do tego, aby strzelać do ludzi, którzy przyjechali, by zademonstrować swoją solidarność z Gruzją" - dodał znawca Rosji.