Gruzja: Do konwoju strzelali Rosjanie
Choć na razie nie jest jasne, kto i skąd dokładnie strzelał, gdy w pobliżu znajdował się konwój z Lechem Kaczyńskim, Gruzini przekonują: to Rosjanie. Władze w Tbilisi oskarżyły stronę rosyjską o oddanie strzałów w pobliżu kolumny samochodów, wiozących prezydentów Polski i Gruzji. Rosja jednak zaprzecza.
- "Nawet dyplomata nie jest tam bezpieczny"
- Siwiec: Kaczyński jak zagubiony turysta
- Komorowski: Jaka wizyta, taki zamach
- Ławrow: To była prowokacja Saakaszwilego
- Kwaśniewski: To była niedobra misja prezydenta
- Gruzini sprawdzą, kto naraził prezydentów
- Szef PiS pod ostrzałem CNN
- Kaczyński o strzelaninie: Poszło kilka serii
- Kaczyński: Strzelali, ale nie bałem się o życie
- KGB: Konwój próbował naruszyć granicę
- "Kaczyński, mały piroman, dał się wkręcić"
- Saakaszwili: To ja kazałem zaatakować Osetię
- Na granicy po rosyjsku krzyczeli Gruzini?
- Szmajdziński o Gruzji: Wycieczka w nieznane
- Prezydent stawi się na wezwanie śledczych
Pogoda
POLSKA
Środa 2012-02-15

temp. min -16°C max. 3°C
opady:
umiarkowane opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
>>>Zobacz dramatyczne zdjęcia z Gruzji!
Wciąż nie wiadomo, w którym kierunku padły strzały przy jednym z posterunków wojskowych na granicy Gruzji i Osetii Południowej. Sam prezydent Lech Kaczyński przyznaje, że nie jest w stanie określić, czy strzelano w stronę konwoju, czy może w powietrze. On również, jak strona gruzińska, mówi, że strzelali Rosjanie. Tłumaczy, że rozpoznał ich po okrzykach.
Gruzini: Ogień otworzyli Rosjanie
Gruzińskie władze są również przekonane, że w pobliżu kolumny - w której, oprócz Kaczyńskiego, znajdował się przywódca Gruzji Micheil Saakaszwili - strzały oddali rosyjscy żołnierze. Prezydenci "odwiedzali punkt kontrolny w pobliżu Achałgori, gdy Rosjanie zaczęli strzelać" - powiedział AFP rzecznik prezydenta Saakaszwilego, Nato Parcchaladze.
Agencja Interfax pisze z kolei, że Rosjanie nie zgadzają się z zarzutami Gruzinów. Zapewniają, że to nie oni strzelali, gdy prezydencki konwój był na granicy Gruzji i Osetii Południowej. Reuters donosi natomiast, że gdy kawalkada wioząca prezydentów zbliżyła się do separatystycznego regionu, strzały w powietrze oddały południowoosetyjskie siły bezpieczeństwa.
Świadek: Strzelali Osetyjczycy Południowi
Według Reutera świadek podróżujący z prezydentem Saakszwilim powiedział, że "umundurowani Osetyjczycy Południowi oddali strzały ostrzegawcze, gdy konwój zbliżył się na około 30 metrów do de facto granicy". Jest jeszcze jedna wersja: południowoosetyjska. Otóż władze tej republiki zapewniają, że z ich terytorium nikt nie strzelał w kierunku konwoju.
"Nie mamy żadnej informacji na temat incydentu z kolumną prezydentów Gruzji i Polski. W każdym razie strona południowoosetyjska nie ma z tym nic wspólnego" - oświadczyła cytowana przez agencję RIA-Nowosti rzeczniczka władz w Cchinwali, Irina Gagłojewa.
Osetia: My? To nie my!
Według RIA-Nowosti także w Ministerstwie Obrony Osetii Południowej oznajmiono, iż "w niedzielę ze strony oddziałów sił zbrojnych republiki ognia w stronę gruzińskiej granicy nie otwierano". "Żadnych incydentów zbrojnych na granicy Osetii Południowej i Gruzji w niedzielę nie odnotowano" - oświadczył rozmówca agencji w południowoosetyjskim resorcie obrony.























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!