Relacja Lecha Kaczyńskiego dla DZIENNKA: Podjechaliśmy do miejsca, w którym Rosjan, zgodnie z planem prezydenta Sarkozy’ego, być nie powinno. Stała tam grupa uzbrojonych mężczyzn, która w kilkanaście sekund po tym, jak wyszliśmy z samochodu, otworzyła ogień. Było kilka serii z broni maszynowej, prawdopodobnie w powietrze, ale nie potrafię ocenić, bo było ciemno, a byliśmy ok. 30 metrów od nich. Ogień otworzono na terytorium Gruzji - i to na terenie, który przed sierpniem tego roku był kontrolowany przez władze w Tbilisi. Najpierw przyglądałem się temu, żeby zobaczyć, co się dzieje, potem podszedłem do prezydenta Saakaszwilego, poszliśmy wolnym krokiem i zmieniliśmy samochody. Wiem po okrzykach, że to byli Rosjanie, wiem też od prezydenta Gruzji, że na tym terenie są rosyjskie posterunki. Podróż po tej ciemnej drodze wiele mnie nauczyła, nie żałuję. To była improwizacja, ja wyraziłem na to zgodę, będąc tutaj, na miejscu, w Gruzji. Zastanawiam się, kiedy usłyszę, że ta zbudowana tak bardzo szybko wioska, to jest też na moje przybycie. Naprawdę proszę, żebyśmy nie opowiadali sobie głupstw.