Zobacz, jak "mrówki" zarabiają na życie
Trzech sąsiadów, kilka przejść, a na każdym z nich kłębiący się tłum. To ściana wschodnia, uboga i bez większych perspektyw. Ta granica to dla niej El Dorado. Bez niej nie istnieje. Po drugiej stronie jest tania ukraińska benzyna, białoruskie papierosy i sprzedawana za grosze rosyjska wóda. "To nasze życie" - mówią miejscowi.
- Mrówki chcą zablokować całą polską granicę
- Wielki protest "mrówek" na granicy
- Mrówki przegrały bitwę z policją
- Nowa bitwa na granicy. Ranny policjant
- Zarzuty dla protestujących "mrówek"
- "Mrówki" nie będą miały gdzie protestować
- Sąd wypuszcza na wolność zadymiarzy
- Medyka leczy rany po bitwie
- "Mrówki" jadą protestować do stolicy
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Poniedziałek 2012-05-28

temp. min 2°C max. 25°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Wioletta Kubas z Jaksmanic koło Medyki nie zna we wsi nikogo, kto nie chodziłby "na drugą stronę. Nowe przepisy celne to dla nich miażdżący cios.
>>>Zobacz nocną bitwę "mrówek" z policjantami
"Wyprawy po towar są wpisane w tutejszą mentalność. Ludzie traktują Ukrainę jako miejsce, gdzie można zarobić i wykazać się zaradnością. Odebranie im tego jest traktowane jak wielka krzywda, tym bardziej że nauczyli się nie liczyć na państwo" - mówi.
W Hrubieszowie, też granica z Ukrainą, jest tak samo: Adam Doleń od czterech lat sprzedaje ukraińskie papierosy. Tu nikt nie pyta, skąd je wziął. "Nikt nas nie ściga. Nawet policjanci kupują u nas. Trzeba jakoś żyć" - mówi. Bo "mrówki", czyli drobni transgraniczni półhandlarze-półprzemytnicy to dla miejscowych wsi i miasteczek najważniejsza gałąź handlu. Dzięki nim ceny idą w dół, dzięki nim znaczna część rodzin ma z czego żyć.
>>>Sprawdź, jak drobni handlarze chcą protestować przeciw zmianom przepisów celnych
Marta Mazek, naczelnik Wydziału Organizacyjnego hrubieszowskiego ratusza, potwierdza, że miasto w zasadzie żyje z "mrówek". "Dzięki pieniądzom z papierosów funkcjonują sklepy spożywcze, odzieżowe, płacone są podatki" - mówi.
Według ostrożnych ocen dziennie przez wschodnie granice po wódkę i papierosy przechodzi kilkadziesiąt tysięcy ludzi. Niektórzy nawet cztery razy. Mają do dyspozycji 16 przejść granicznych tylko z Ukrainą i Białorusią. Najbardziej oblegane są przejścia w Dorohusku, Hrenbennem, Hrubieszowie, Korczowej, Krościenku i Medyce.
Co się z nimi teraz stanie? Zdaniem części ekspertów są dwie drogi: albo nowe przepisy przestaną być respektowane, albo władzę czeka wylew niezadowolenia. Jego granic nie da się oszacować.
"Dzięki takim sprawom przegrywa się wybory" - komentuje Andrzej Sadowski z Centrum im. Adama Smitha. "Ci ludzie nie robili niczego niezgodnego z prawem. Przenosili tylko tyle, na ile pozwalały im przepisy. Teraz będą łamać prawo, znajdą się na marginesie. Czy o to chodziło twórcom nowelizacji prawa?" - podkreśla.
Problem nie dotyczy wyłącznie Medyki. To problem całych regionów. "Całe Podkarpacie żyje z granicy. Roboty nie ma, bo przedsiębiorstwa poupadały, ale ludzie do tej pory nawet się nie rejestrowali. Każdy sobie jakoś starał radzić. 800-900 zł pozwalało przeżyć. Nie mam pomysłu co dalej" - mówi Józef Czyżowski z Jaksmanic.





















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!