Polscy emigranci w Wielkiej Brytanii boją sie policji jak ognia i szerokim łukiem omijają komisariaty. Nawet jeżeli sami padną ofiarą przestępstwa, najczęściej wcale tego nie zgłaszają. Cały czas pokutuje przekonanie, że jakikolwiek kontakt z policją oznacza kłopoty. Na przykład policja wzywana do awantur domowych często jest bezradna, bo pobita żona twierdzi, że spadła ze schodów. W świetle prawa nic się więc nie stało.

Ian jenkins, policjant z Ealingu, dzielnicy, na której mieszka wielu Polaków, nie wierzy w to, że nasi rodacy, którzy są bardzo liczna grupą na Wyspach, nie padają ofiarami przestępstw. Z najnowszych statystyk przestępczości wynika, że Polacy prawie wcale nie zgłaszają przestępstw na policję. Dla wielu przeszkodą w kontakcie ze stróżami prawa jest nieznajomość języka angielskiego.

Policjanci z Ealingu przekonują Polaków, że warto jest zgłaszać przestępstwa. Funkcjonariusze zawsze starają się pomóc. W przypadku przemocy domowej 70 procent interwencji kończy się aresztowaniem.

W komisariacie na Ealingu pracuje czterech Polaków, jeżeli osoba zgłaszająca przestępstwo nie trafi na rodaka, zawsze może dostać tłumacza. Jenkins mówi, że jest bardzo zadowolony z pracy Polaków i planuje zatrudnienie kolejnych. Liczy na to, że to pomoże Polakom oswoić się z policją w Anglii.