Dzięki literaturze, sztuce i filozofii, uczymy się czytać i myśleć samodzielnie. Dziś w polskiej szkole z tej trójcy został kanon, a w kanonie z każdym rokiem coraz mniej książek. Uczniowie mniej czytają i mniej rozumieją, dorośli nie czytają i dają sobą manipulować.

Czy dyskusja na temat kanonu zachęci kogoś do czytania? Raczej stworzy przekonanie, ze wystarczy przeczytać w życiu 20 książek z literatury polskiej, by uchodzić za wykształconego człowieka. Zresztą, co to znaczy przeczytać. Nie chodzi tylko o to, co trzeba przeczytać, ale jak.

Czytanie literatury w szkole polega na nieskończonym reprodukowaniu frazesów interpretacyjnych. Wszystkie książki, nawet te najbardziej skomplikowane i "wywrotowe" zmieniły się w zbiory banałów. Te zbiory banałów pozwalają zdać maturę. Ferdydurke jest o "formie i upupieniu". Szewcy o "trzech rewolucjach", a "Pan Cogito" o heroizmie walki z komunizmem, no i o "potrzebie smaku".

Żeby w szkole kształcić smak, trzeba nauczyć się czytania, a nie zamieniania sztuki w ideologiczne frazesy. Trzeba też nauczyć się polszczyzny, jej różnorodnych melodii, jej rytmu, jej możliwości, jej twórczego potencjału. Wtedy uczniów razić może będzie polszczyzna osób życia publicznego, język jak z radzieckiego horroru. Przepraszam, to tylko marzenie.

Najgorsze, ze czytanie literatury bywa bezinteresowne. Może służyć jedynie przyjemności lektury. To oskarża coraz bardziej czytających. Szczególnie z punktu widzenia rządzących technokratów. O wiele łatwiej niż czytać, jest dyskutować o potrzebie czytania, tak jak można bez końca mówić o społeczeństwie obywatelskim, o wolontariacie, czy estetycznym kształtowaniu otoczenia.

Jeśli już dyskutuje się o kanonie, to trzeba przewidywać, że wprowadzenie książki do kanonu, to skazanie jej na "przerobienie". W szkole lektury się przerabia jak w Hrabalowskim składzie makulatury. Dlatego nie tak ważne są tytuły, ale spotkania z wybitnymi twórczymi osobowościami.

I ważne, by podręczniki proponowały różne interpretacje, które dyskutują ze sobą, a nie jedno konwencjonalnego odczytania i by matura nagradzała rozważanie, a nie powielanie. Jest inaczej, marny więc los wskazanych tekstów.

J. Kochanowski: "Pieśni"

I. Krasicki: "Satyry"

A. Mickiewicz: "Dziady", "Pan Tadeusz"

J. Słowacki: "Beniowski"

C.K. Norwid: "Vade mecum"

B. Prus: "Lalka", "Kroniki tygodniowe"

H. Sienkiewicz: "Pan Wołodyjowski"

S. Witkiewicz: "Na przełęczy"

W. Reymont: "Ziemia obiecana"

B. Leśmian: "Łąka"

S.I. Witkiewicz: "Szewcy"

B. Schulz: "Sklepy cynamonowe"

J. Tuwim: "Bal w operze"

Boy: "Słówka"

Cz. Miłosz: "Ocalenie"

J. Iwaszkiewicz: "Opowiadania"

W. Gombrowicz: "Dzienniki"

A. Bobkowski: "Szkice piórkiem"

G. Herling-Grudziński: "Inny świat"

Z. Herbert: "Pan Cogito. "Sezonowa miłość" Gabrieli Zapolskiej zamiast Potopu Sienkiewicza