Kanon nie może stać się zbiorem banałów
Jeśli już dyskutuje się o kanonie, to trzeba przewidywać, że wprowadzenie książki do kanonu, to skazanie jej na "przerobienie". W szkole lektury się przerabia jak w Hrabalowskim składzie makulatury. Dlatego nie tak ważne są tytuły, ale spotkania z wybitnymi twórczymi osobowościami - pisze dla DZIENNIKA Tomasz Bocheński, historyk literatury. Oto jego lista lektur, które powinien przeczytać każdy uczeń.
- Kanon pokazuje symboliczny kod kultury
- Kanon przypomniał o dziedzictwie kulturowym
- Pani minister do sztambucha
- Książki, które każdy uczeń musi znać
- Kanon lektur jest elementem tradycji
- Luty: Pokażmy ogólny obraz naszej kultury
- Kanon dla człowieka otwartego i myślącego
- Te książki uczą smakowania literatury
- Tadeusz Borowski dla otrzeźwienia
- Lektury? Kładę nacisk na poezję
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Środa 2012-05-30

temp. min 3°C max. 22°C
opady:
brak
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Dzięki literaturze, sztuce i filozofii, uczymy się czytać i myśleć samodzielnie. Dziś w polskiej szkole z tej trójcy został kanon, a w kanonie z każdym rokiem coraz mniej książek.
Uczniowie mniej czytają i mniej rozumieją, dorośli nie czytają i dają sobą manipulować.
Czy dyskusja na temat kanonu zachęci kogoś do czytania? Raczej stworzy przekonanie, ze wystarczy przeczytać w życiu 20 książek z literatury polskiej, by uchodzić za wykształconego człowieka.
Zresztą, co to znaczy przeczytać. Nie chodzi tylko o to, co trzeba przeczytać, ale jak.
Czytanie literatury w szkole polega na nieskończonym reprodukowaniu frazesów interpretacyjnych. Wszystkie książki, nawet te najbardziej skomplikowane i "wywrotowe" zmieniły
się w zbiory banałów. Te zbiory banałów pozwalają zdać maturę. Ferdydurke jest o "formie i upupieniu". Szewcy o "trzech rewolucjach", a "Pan
Cogito" o heroizmie walki z komunizmem, no i o "potrzebie smaku".
Żeby w szkole kształcić smak, trzeba nauczyć się czytania, a nie zamieniania sztuki w ideologiczne frazesy. Trzeba też nauczyć się polszczyzny, jej różnorodnych melodii, jej rytmu, jej
możliwości, jej twórczego potencjału. Wtedy uczniów razić może będzie polszczyzna osób życia publicznego, język jak z radzieckiego horroru. Przepraszam, to tylko marzenie.
Najgorsze, ze czytanie literatury bywa bezinteresowne. Może służyć jedynie przyjemności lektury. To oskarża coraz bardziej czytających. Szczególnie z punktu widzenia rządzących
technokratów. O wiele łatwiej niż czytać, jest dyskutować o potrzebie czytania, tak jak można bez końca mówić o społeczeństwie obywatelskim, o wolontariacie, czy estetycznym kształtowaniu
otoczenia.
Jeśli już dyskutuje się o kanonie, to trzeba przewidywać, że wprowadzenie książki do kanonu, to skazanie jej na "przerobienie". W szkole lektury się przerabia jak w
Hrabalowskim składzie makulatury. Dlatego nie tak ważne są tytuły, ale spotkania z wybitnymi twórczymi osobowościami.
I ważne, by podręczniki proponowały różne interpretacje, które dyskutują ze sobą, a nie jedno konwencjonalnego odczytania i by matura nagradzała rozważanie, a nie powielanie. Jest inaczej,
marny więc los wskazanych tekstów.
J. Kochanowski: "Pieśni"
I. Krasicki: "Satyry"
A. Mickiewicz: "Dziady", "Pan Tadeusz"
J. Słowacki: "Beniowski"
C.K. Norwid: "Vade mecum"
B. Prus: "Lalka", "Kroniki tygodniowe"
H. Sienkiewicz: "Pan Wołodyjowski"
S. Witkiewicz: "Na przełęczy"
W. Reymont: "Ziemia obiecana"
B. Leśmian: "Łąka"
S.I. Witkiewicz: "Szewcy"
B. Schulz: "Sklepy cynamonowe"
J. Tuwim: "Bal w operze"
Boy: "Słówka"
Cz. Miłosz: "Ocalenie"
J. Iwaszkiewicz: "Opowiadania"
W. Gombrowicz: "Dzienniki"
A. Bobkowski: "Szkice piórkiem"
G. Herling-Grudziński: "Inny świat"
Z. Herbert: "Pan Cogito. "Sezonowa miłość" Gabrieli Zapolskiej zamiast Potopu Sienkiewicza






















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!