Izabela Leszczyńska: Przestajemy wysyłać wojsko na misje w sposób partyzancki?
Bogdan Klich: Tak radykalnie bym tego nie powiedział. Strategia ma być mapą drogową, która wyznaczy kierunki zaangażowania Polski.

Strategia zakłada, że po to, aby wojsko mogło uczestniczyć w operacjach poza granicami kraju potrzebny jest mandat ONZ. W 2003 r. gdy do Iraku wkraczali żołnierze, zgody ONZ na to nie było.
W strategii jest bardzo wyraźnie napisane, że autoryzacja Rady Bezpieczeństwa ONZ "jest pożądana", ale nie jest konieczna. Strategia nie mówi, że Polska chciałaby uczestniczyć wyłącznie w misjach, które taki mandat mają. To efekt dyskusji politycznej, która toczyła się w NATO w 1999 roku. Wówczas uznano, że taki mandat jest pożądany, ale nie jest konieczny. Gdybyśmy chcieli uczestniczyć tylko w misjach, które mają mandat ONZ, mielibyśmy bardzo ograniczone pole manewru. Uzależnilibyśmy się w ten sposób od decyzji Rady Bezpieczeństwa, ciała politycznego, którego decyzje niekoniecznie odzwierciedlają nasze interesy.

Zgodnie ze strategią naszym priorytetem będą misje NATO-wskie i Unii Europejskiej. Nie wykluczamy jednak udziału w misjach ONZ czy misjach organizowanych przez koalicje państw powstające ad hoc.

Mamy uczestniczyć w operacjach na całym świecie. I działać tak jak Amerykanie?
Nie przesadzajmy. Polska jest średniej wielkości krajem, na kontynencie euroazjatyckim, jednym z 6 największych krajów UE. Nie rościmy sobie pretensji do tego aby być graczem globalnym, ale mamy odpowiedzialność globalną.

Zgodnie z dokumentem misje muszą być zgodne z interesem narodowym, powinny przynosić korzyści... Czy można się spodziewać, że misje które nie spełniają tych kryteriów teraz będą wygaszane?
W strategii nie ma mowy o korzyściach ekonomicznych, one są poza tym planem. Według mnie wszystkie misje, w których obecnie jest polskie wojsko, przynoszą korzyści, łącznie z misjami w Libanie, na Wzgórzach Golan, oraz tą najbardziej egzotyczną - w Czadzie. Ta ostatnia pokazuje, że Polska nie jest bezduszna, że troszczy się o ludzi, których najbliżsi zostali pomordowani w Darfurze.

A stać nas finansowo na takie zaangażowanie, skoro do dziś wojsko w Afganistanie nie ma pojazdów chroniących przez wybuchem min i nowoczesnych śmigłowców?
Dodatkowe śmigłowce i wozy dostanie do końca 2009 roku. Gdyby porównać sprzęt jaki wojsko miało rok temu z tym, który ma teraz, to jest to kolosalny postęp.

Czy będą zmiany na misjach?
Najpierw musimy przyjąć strategię. Być może zmniejszymy nasze zaangażowanie w operacji w Czadzie i Libanie o około 300 żołnierzy.

Czy wobec tego rozrośnie się kontyngent w Afganistanie?
W styczniu robimy przegląd skuteczności naszego kontyngentu w Afganistanie po 3 miesiącach od jego koncentracji w prowincji Ghazni. Po tej ocenie rząd będzie decydował, czy pozostawić zaangażowanie na obecnym poziomie czy też - jak mówią eksperci - zwiększyć je o od 400 do 600 żołnierzy. Są eksperci którzy mówią, że o tyle powinien być zwiększony kontyngent i osiągnąć liczebność 2000 - 2200 żołnierzy.