"Zakochałam się w tym kraju i cieple ludzi wokoło mnie" - mówi Dominika Borowska, 21-letnia Polka żydowskiego pochodzenia, która przebywa tuż pod granicą Strefy Gazy.

Jak znalazła się u progu wojny Żydów z Palestyńczykami? Jest wolontariuszką projektu Agencji Żydowskiej oraz Magen David Adom (MDA), czyli organizacji humanitarnej Czerwona Tarcza Dawida zrzeszonej w Międzynarodowym Ruchu Czerwonego Krzyża i Czerwonego Półksiężyca.

Dominika Borowska twierdzi, że wyjazd do Izraela to spełnienie jej marzeń. Nie przejmuje się tym, że trafiła w środek piekła, a jej miasto Aszkelon jest celem ostrzału rakietowego palestyńskich bojowników. Polskę opuściła miesiąc temu i nie ma zamiaru uciekać w bezpieczniejszy region Izraela.

"Wczoraj zostaliśmy wezwani do miejsca, gdzie uderzyła jedna z rakiet i zginął młody człowiek" - mówi Dominika. "Nasz zespół zaopiekował się mężczyzną, który był lekko ranny od szrapnela" - opowiada portalowi ynetnews.com. "To niesamowite wrażenie - należeć do misji MDA i ratować komuś życie" - dodaje.

W centrum asymilacyjnym Agencji Żydowskiej w Aszkelonie Dominika mieszkała z czteroma innymi młodymi wolontariuszami. Jednak gdy Izrael rozpoczął inwazję na Strefę Gazy, pozostali wolontariusze uciekli z Aszkelonu. Dominika została.

"Tylko Dominika jest oddana sprawie i nie wyjeżdża" - przyznaje koordynatorka projektu, Sara Kashula. Dziewczyna mówi, że jej rodzice w Polsce boją się o jej bezpieczeństwo. "Ale wiedzą, że jestem odpowiedzialną dziewczyną i dam sobie radę" - kwituje. Nie powiedziała rodzicom, że na Aszkelon też spadają bomby.

"Skłamałabym mówiąc, że nie byłam przerażona. Ale czuję, że muszę w tym czasie pomagać ludziom. Marzyłam o tym całe swoje życie. Rodzina i przyjaciele błagają mnie, bym wróciła, ale chcę tu zostać do końca pobytu, który wypada pod koniec stycznia" - mówi Dominika.

Zapytana, co zrobi po powrocie do Polski, odpowiada bez wahania: "Wówczas tu wrócę i zamieszkam na stałe. Nie ma dla mnie innego miejsca na świecie" - kończy.