Ostatni raz strażnik widział Roberta Pazika o godzinie 4 nad ranem. Morderca miał więc ponad pół godziny, by ukryć się w kąciku sanitarnym, szybko przygotować sobie pętlę, zawiązać ją na szyi i pozbawić się życia. Gdy strażnicy wpadli do jego celi, znaleźli Pazika powieszonego w kącie. Lekarz próbował go reanimować, jednak bezskutecznie. O godzinie 5 stwierdził zgon.

"To była cela monitorowana, ale są w niej martwe pola i nie widać, co się tam dzieje. A o 4 rano rzadko się zagląda do celi. Strażnicy weszli do niej po tym, jak zaniepokoili się, że Pazika nie ma w polu widzenia od dłuższego czasu" - mówi DZIENNIKOWI Luiza Sałapa, rzecznik służby więziennej.

Dlaczego cała cela nie jest monitorowana, mimo że siedział w niej groźny więzień, który musiał być izolowany nawet od innych osadzonych? Który widywał się jedynie ze strażnikami? Wszystko przez prawo osadzonych do choć odrobiny prywatności.

Cele w polskich więzieniach nie są w całości monitorowane, aby więźniowie mogli zachować odrobinę prywatności. "W Stanach Zjednoczonych nikt się nie wiesza, bo tam nie ma możliwości, żeby więzień zniknął z pola widzenia kamery. Ubikacja jest tak obudowana, że zasłonięte jest tylko miejsce "przyziemienia" do deski sedesowej, a resztę widać" - mówi DZIENNIKOWI wysoki rangą oficer Centralnego Biura Śledczego.

38-letni Robert Pazik to jeden z trzech bandytów, którzy w sierpniu 2003 roku własnoręcznie udusili porwanego. Pazik miał założyć Olewnikowi plastikową torbę na głowę i zatłuc ofiarę łopatą. Z tej trójki nikt już nie żyje - Wojciech F. powiesił się w czerwcu 2007 roku jeszcze w areszcie, przed rozpoczęciem procesu. Kościuk powiesił się w celi w kwietniu zeszłego roku. Po jego śmierci Pazika, ostatniego żyjącego sprawcę mordu na Olewniku, objęto w płockim więzieniu specjalnym nadzorem.

Po śmierci Kościuka w kwietniu 2008 roku Pazik miał być objęty wyjątkową ochroną - specjalnie wyznaczony funkcjonariusz miał obserwować monitoring celi, a bezpośrednie kontrole zapowiadano nieregularnie "kilka razy na godzinę". Zawsze pilnowało go dwóch lub trzech strażników - do jego celi funkcjonariusze nigdy wchodzili pojedyńczo.

"Dyrektor więzienia usłyszał, że jeśli powiesi się jeszcze jeden, to następny będzie wisieć on" - zapowiadali po śmierci Kościuka wysocy rangą oficerowie więziennictwa.