Kilka miesięcy temu, 10 września 2008 roku Włodzimierz Olewnik czytał w prokuraturze dokumenty dotyczące sprawy morderstwa jego syna. Jak nieoficjalnie dowiedział się wtedy DZIENNIK, część dokumentów w niekorzystnym świetle przedstawiła samego Krzysztofa Olewnika oraz innych członków rodziny. "Wśród analiz były i takie, według których część winy za tragedię ponosi rodzina Olewników. Chodzi o to, że zawierzyli prywatnym detektywom, m.in Krzysztofowi Rutkowskiemu, i nie informowali o wszystkim policjantów" - mówił nasz informator.

Prokuratura twierdzi, że podczas czytania tych dokumentów Włodzimierza Olewnika poniosły nerwy i uderzył jednego ze śledczych w twarz.

Sam Olewnik twierdzi, że rzucił się na prokuratora w geście "ludzkiej rozpaczy". Grozi mu do trzech lat więzienia. Internetowy serwis tygodnika "Wprost" podaje, że śledczy skłaniają się ku umorzeniu sprawy.

"Pana Olewnika spotkała wyjątkowa tragedia, której współwinne są organy ścigania. Działał więc pod wpływem silnego wzburzenia" - mówi "Wprost" jeden z bydgoskich prokuratorów. "Inna sprawa, że postawienie zarzutów panu Olewnikowi fatalnie wpłynęło na wizerunek prokuratury" - przyznaje.