"Zostaliśmy poinformowani przez rodzinę w poniedziałek około godziny 18. Zrobiliśmy wszystko zgodnie z kanonami sztuki: miejsce tragedii zostało zabezpieczone, zebraliśmy wszystkie możliwe ślady i dokumenty" - mówi DZIENNIKOWI rzecznik wielkopolskiej policji AndrzejBorowiak.

Kobieta już nie żyła, gdy policjanci pojawili się na miejscu. "Teraz sprawę przejęła prokuratura. My nie zajmujemy się żadnymi wątkami, które mogłyby wynikać z odnalezionych na miejscu dokumentów" - tłumaczy Borowiak.

Dopiero gdy DZIENNIK ujawnił tragedię w swoim internetowym wydaniu, zareagowała centrala ABW. "Nieprawdą jest, że oficer targnęła się na swoje życie po rozmowie z kierownictwem delegatury ABW" - oświadczyła rzecznik ABW Katarzyna Koniecpolska-Wróblewska.

Według oficera wielkopolskiej policji, z którym rozmawiali reporterzy DZIENNIKA, podpułkownik P. zostawiła odręcznie napisany list pożegnalny. Oskarżyła w nim swoich szefów o stosowanie przez ostatnie miesiące mobbingu.

"Miała być nękana w związku z tym, że w czasach Prawa i Sprawiedliwości awansowała do centrali w Warszawie. Po przejęciu władzy przez Platformę, została cofnięta do poznańskiej delegatury" - mówi jeden z naszych rozmówców z tajnych służb.

Jednak zaprzecza temu rzecznik Koniecpolska. "Wybory nie miały wpływu na jej sytuację zawodową" - tłumaczy. Według innego rozmówcy kobieta miała w ostatnim czasie problemy osobiste i zawodowe. Korzystała z silnych leków.

Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, podpułkownik Barbara P. odpowiadała w służbach za sprawy finansowe. Dlatego wielokrotnie była przesłuchiwana przez nowe kierownictwo służb, które prowadziło audyt, mający znaleźć dowody na bezprawne działania szefów ABW w czasach PiS: Witolda Marczuka i Bogdana Święczkowskiego.

Mimo skierowania kilkudziesięciu oficerów do tej kontroli, dotąd nie udało się znaleźć dowodów.