Ukradli rury z... zakładu pogrzebowego
Dwaj włamywacze z Piekar Śląskich nie mają skrupułów - w poszukiwaniu metalowych elementów włamali się do zakładu pogrzebowego. Obecność zwłok zupełnie nie przeszkodziła im w rabowaniu. Przez trzy dni policja szukała sprawców, podczas gdy oni spokojnie cięli i niszczyli łup o wartości 10 tysięcy złotych.
- Tak ojciec uczy syna złodziejskiego fachu
- Szpital straszy matki pogrzebem
- Okradał groby polskich żołnierzy
- Skazańcy odlecieli helikopterem. Drugi raz
- Zakład pogrzebowy bierze haracz od rodzin zmarłych
- Zakład pogrzebowy pomylił zawartość trumny
- Chciał wybudować krematorium w Majdanku
- Wygraj własny pogrzeb
- Policjanci nie zauważyli włamywacza
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
"Dla normalnych ludzi zwłoki obecne w zakładzie byłyby traumą" - tłumaczy Piotr Budzyń, aspirant sztabowy z Komendy Miejskiej w Piekarach Śląskich. "Celem włamywaczy nie było zbeszczeszczenie ciał. Planowali tylko rabunek" - dodaje Budzyń.
Najpierw 16-letni Adrian Ł. wyłamał kraty w oknie na tyłach zakładu, po czym przecisnął się do środka i otworzył drzwi swojemu wspólnikowi, 32-letniemu Grzegorzowi S. Zabrali dwa ogromne mosiężne kandelabry, sprzęt grający, elektronarzędzia oraz różnego rodzaju elementy hydrauliczne.
Obaj włamywacze przyznali się do czynu, dzięki czemu możliwe było odzyskanie większości skradzionych przedmiotów. Niestety, kandelabry zostały już pocięte i przygotowane do sprzedaży w punkcie skupu złomu. Policja do tej pory nie wydobyła też elektronarzędzi, które leżą na dnie pobliskiego strumyka i najprawdopodobniej wypadły włamywaczom podczas ucieczki.
"Mężczyźni nie są obcy lokalnej policji" - mówi aspirant Budzyń. O ich losie zdecydują teraz prokuratura i sąd.






















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!