Mała Jennifer urodziła się 19 grudnia. Była drugim od 84 lat dzieckiem, które przyszło na świat w londyńskim metrze. Jej matka, Julita Kowalska, za poród w metrze wini londyński szpital. Kiedy trafiła do kliniki z silnymi skurczami porodowymi, położne odesłały ją do domu i kazały przestać przychodzić z każdym bólem.

Mimo że ciąża Kowalskiej była przenoszona i kobieta odczuwała już silne skurcze, położne po zbadaniu jej stwierdziły, że jeszcze za wcześnie, żeby umieścić ją w szpitalu. Kazały jej wracać do domu. Kobieta wraz z siostrą wsiadła do metra. Dwie godziny później na świat przyszła jej córeczka. Teraz Kowalska ma żal do szpitala za to, że musiała rodzić w tak niecodziennych warunkach. Jest oburzona tym, że położne po badaniu nie zorientowały się, że właśnie rozpoczęła się akcja porodowa. Kobieta jest rozczarowana opieszałością brytyjskiej służby zdrowia i jej niekompetencją.