p

ROBERT ZIELIŃSKI: Jako pełniący obowiązki prokuratora krajowego prezentował Pan posłom osiągnięcia prokuratury w sprawie porwania i zabójstwa Krzysztofa Olewnika. Tymczasem nadzorował Pan to śledztwo, gdy popełniono w nim poważne błędy.
JERZY SZYMAŃSKI, po dymisji Marka Staszaka pełni obowiązki kierującego pracą Prokuratury Krajowej: To nie jest precyzyjna informacja. W rzeczywistości monitorowałem tą sprawę bardzo krótko. I to wtedy, gdy poczynione zostały w niej postępy. Nie mam sobie nic do zarzucenia choć zdaję sobie sprawę, że mogę paść jej ofiarą...

Jaki dokładnie miał Pan udział w tym śledztwie, które poniosło kompletne fiasko?Przypominam sobie dwa moje kontakty. Po pierwsze podpisywałem w 2004 roku odmowę przeniesienia śledztwa z prokuratury w Warszawie do tej w Olsztynie. Zabiegała o to rodzina Olewników. Uznaliśmy wtedy, że śledztwo właśnie dzięki wysiłkowi prokuratorów z Warszawy i policjantów z Centralnego Biura Śledczego ruszyło z miejsca. To w efekcie ich pracy został zatrzymany Sławomir Kościuk, który później zdecydował się na współpracę z wymiarem sprawiedliwości i wskazał pozostałych sprawców.

A drugi kontakt?
To przykry niezwykle moment. Brałem udział w spotkaniu Pani Danuty Olewnik z ministrem Markiem Sadowskim. To był 2004 rok i nie było jeszcze wtedy pewne, czy brat pani Danuty jeszcze żyje. Po lekturze akt byłem jednak o tym przekonany i powiedziałem, że należy się spodziewać najgorszego...

Czyli nie ma Pan sobie nic do zarzucenia w tej sprawie?
Nie. Przez ten krótki czas, gdy miałem z nią styczność zrobiłem co w mojej mocy. Zresztą, prokuratorzy z Gdańska dysponują dokładnym wykazem wszelkich prokuratorskich czynności przez te wszystkie lata. Dotąd nie byłem przesłuchiwany, zatem oceniono moje zaangażowanie dobrze.