Pierwszy raz zobaczyłem Adę w autobusie, którym jechaliśmy na kolonie. Siedziała z przodu: mała, z brązowymi włosami i roześmianymi ciemnymi oczami. Patrzyła na mnie i patrzyła, a ja byłem zauroczony. Kiedy zapytała mnie, czy chcę z nią chodzić, choć nie miałem pojęcia, co to znaczy, od razu się zgodziłem. Przez dwa tygodnie byliśmy dziewczyną i chłopakiem. Na koniec kolonii wymieniliśmy się adresami. Kiedy dojechałem do Szczecina, okazało się jednak, że zgubiłem kartkę z adresem Ady, a telefonu nie pamiętałem, nie mogłem więc ani napisać, ani zadzwonić.

Pamiętałem, przy jakiej ulicy mieszka Ada. Kiedy przejeżdżałem tamtędy, wypatrywałem, a nuż ją zobaczę? Miałem 12 lat i nic innego nie przychodziło mi do głowy. A kiedy ktoś mnie pytał, czy miałem dziewczynę odpowiadałem: tak, Adę. Myślałem o niej cały czas.

Trzy lata temu postanowiłem jej odszukać. Wertowanie książki telefonicznej było z góry skazane na porażkę, bo nie znałem jej nazwiska. A jednak próbowałem, może mi się przypomni? Studiowałem spis ludności, szukałem wszystkich dziewczyn z jej rocznika o imieniu Ada. Szukałem w internecie. Dotarłem nawet do osób, które mieszkały na tej samej ulicy co ona, i pytałem, czy nie znają Ady z brązowymi włosami. Nikt nie kojarzył.

Kiedy powstał portal Nasza-klasa, byłem przekonany, że nadeszło moje zbawienie. Wpisałem Adrianna i podałem ulicę. Znowu nic. Później dowiedziałem się, że zarejestrowała się jako Ada. Próbowałem odgadnąć, do jakiej szkoły chodziła. Wszystko na nic. Po kilku latach byłem gotów poddać się. I nagle, zupełnie przypadkiem dowiedziałem się o portalu LoveAgo. Jechałem akurat do szkoły tramwajem, a obok mnie siedział mężczyzna i czytał „Dziennik”. Zaglądałem mu przez ramię i nagle zobaczyłem tekst o portalu, na którym po latach odnajdują się dawne sympatie. To było to, takiego miejsca potrzebowałem.

Jeszcze tego samego dnia zalogowałem się i wpisałem, że szukam Adrianny i że byłem z nią na koloniach. Czekałem. Wchodziłem na swoje konto kilka razy dziennie. Nikt nie odpisywał. Minął tydzień, dwa, traciłem nadzieję. Już zaglądałem do portalu tylko raz na tydzień, kiedy dostałem dwie wiadomości. Jakieś dziewczyny napisały, że znają taką osobę. Jeden trop był fałszywy. Drugi okazał się strzałem w dziesiątkę. Odezwała się do mnie koleżanka Ady z podstawówki i podała mi jej nazwisko. Teraz bez trudu odnalazłem ją na Naszej-klasie. Natychmiast do niej napisałem. O czym? Chciałem ją przeprosić, że się nie odezwałem po obozie. No i oczywiście opowiedzieć jej o tym, że jej szukałem. Ada odezwała się po tygodniu, kiedy znowu traciłem nadzieję. Zaczęliśmy korespondować. Umówiliśmy się.

Bałem się tego spotkania jak cholera. Tyle emocji nagromadzonych przez dziewięć lat. Co będzie, jak się rozczaruję? Już się zdążyłem przyzwyczaić, że moje marzenie pozostanie tylko marzeniem. Kiedy jednak ją zobaczyłem, była jeszcze ładniejsza niż kiedyś. Ten sam uśmiech. Nie dość, że nie rozczarowałem się, ale czuję, że chciałbym się jeszcze czegoś o niej dowiedzieć. Chciałbym, żebyśmy się zaprzyjaźnili.

Adrianna Borowska ma dziś 20 lat, uczy się w szkole policealnej. Wakacyjną przygodę z czasów podstawówki wspominała zawsze ciepło, nie miała jednak pojęcia, że jej chłopak z kolonii przez te wszystkie lata próbował ją odnaleźć.

Miałam wtedy tylko 11 lat, a on był o rok starszy, ale byliśmy parą – chodziliśmy za rękę, padły nawet jakieś wyznania miłosne. Pod koniec kolonii obiecaliśmy sobie, że się zdzwonimy. Myślałam, że będziemy się widywać, w końcu byliśmy z jednego miasta. Jednak on zniknął, zapadł się jak kamień. Wspominałam go więc jak wakacyjną miłość czy przygodę – morze, namioty, wakacyjna atmosfera.

Kiedy kilka miesięcy temu zobaczyłam, że zaglądał na moje konto na Naszej-klasie, byłam w szoku. Adrian? Od razu wiedziałam, o kogo chodzi. W pośpiechu otwierałam wiadomość. A im dłużej ją czytałam, tym bardziej byłam zszokowana. Pisał, że mnie szukał przez 9 lat, że nie wierzył, że uda mu się mnie odnaleźć. Że cały czas o mnie myślał, że nie miał nawet żadnej innej dziewczyny, bo szukał mnie. I że znają mnie wszyscy jego znajomi, a nawet rodzice. To było dziwne, ale zarazem bardzo przyjemne uczucie.

Od razu mu odpisałam. To był tylko początek, zaczęliśmy rozmawiać codziennie na Gadu-Gadu. Pisaliśmy, co robimy, jak spędzamy dzień. W końcu się umówiliśmy. Czekał na mnie w kawiarni z nieśmiałym uśmiechem. Usiedliśmy przy stoliku. Przez chwilę panowała cisza, tylko patrzyliśmy na siebie badawczo. A potem zaczęliśmy rozmawiać, buzie się nam nie zamykały. Wspomnienia, plany, przeżycia – wszystko nas interesowało. Wywarł na mnie bardzo dobre wrażenie. Co będzie dalej? Czas pokaże.