Polak, który od czterech lat mieszka w walijskim mieście Swansea, robił zakupy w lokalnym sklepie Tesco. Chciał kupić też alkohol, ale kasjer, który najpierw zapytał się, czy klient jest z Polski, odmówił mu sprzedaży i zaproponował spacer do odległego o 2 kilometry sklepu innej sieci. Nie pomogło pokazanie dowodu i interwencja u menadżera.

Polak zgłosił sprawę do lokalnego biura Citizen Advice oraz Rady Równości Rasowej, które orzekły, że to przypadek jawnej dyskryminacji.