Czytelnicy miesięcznika "Machina" nie mieli wątpliwości. W ich głosowaniu dziennikarka daleko w tyle pozostawiła tak znane postaci jak Kora Jackowska, Irena Szewińska, Małgorzata Foremniak czy Maryla Rodowicz.
"Niezmiernie się cieszę, urodziłam się na Karowej" - mówiła dziennikarka, która codziennie przepytuje polityków w "Gościu Radia ZET". Jej zdjęcie jako nowej, warszawskiej syrenki zdobi już okładkę świeżego numeru miesięcznika. Po co jednak taki konkurs? Organizatorzy przyznają, że jest to pomysł na spopularyzowanie nieco zapomnianego symbolu stolicy.
"Kiedy kilka lat temu przeprowadziłem się z Krakowa do stolicy, wizerunek syrenki jako symbolu tego miasta powoli przygasał - mówi Piotr Metz, redaktor naczelny "Machiny". Dla przyjezdnych rangę symbolu zyskiwały ogromne centra handlowe jak Złote Tarasy czy palma na rondzie De Gaulle a. "Dlatego chcieliśmy zaskoczyć Polaków niecodziennym wizerunkiem syrenki i mam nadzieję, że to się nam udało" - dodaje.

Pomysł nie jest do końca oryginalny, bo Francuzi od dawna dają "Mariannie”, czyli symbolowi rewolucji, twarze znanch rodaczek. Jej wizerunek zmienia się raz na dziesięć lat. Dotąd miała twarz m.in Brigitte Bardot, Catherine Denevue czy Laetitii Casty.

Pomysł "Machiny" spodobał się warszawiakom. "Idea odświeżania symboli miasta to moim zdaniem strasznie fajna zabawa. Wywołuje dyskusje, kto zasługuje na takie wyróżnienie, a kto nie. Nie jestem tylko pewien, czy pani Monika jest tutaj najwłaściwszą osobą" - mówi Paweł Bartoń, student informatyki. Kilka głosów dostał również kontrowersyjny polityk Platformy Obywatelskiej Janusz Palikot rodem z Lublina. "Nominowanie tej barwnej postaci było żartem, miało wywołać dyskusję" - tłumaczy Aleksandra Salecka, specjalista ds. promocji magazynu "Machina". Mało kto wie, że w Warszawie są aż trzy pomniki syrenki. Pierwsza rzeźba, autorstwa Konstantego Hegla, znajduje się na Rynku Starego Miasta. W kwietniu 1939 roku postawiono podobny postument nad Wisłą. Autorką rzeźby jest Ludwika Nitschowa, a pozowała jej Krystyna Krahelska. Trzecia postać syrenki znajduje się na wiadukcie przy ulicy Karowej.

p

Barbara Kasprzycka: Jak bardzo się pani cieszy - bo cieszy się z pewnością - że została twarzą Warszawskiej Syrenki?
Monika Olejnik*: Przede wszystkim byłam bardzo mile zaskoczona. Zadzwonił do mnie Piotr Metz z wiadomością, że zostałam syrenką i zapytał, czy się na to zgadzam. Powiedziałam, że oczywiście. To miłe wyróżnienie.

Czyli na bycie syrenką trzeba wyrazić zgodę?
To się wiąże z przebraniem, więc chodziło o to, czy się przebiorę. Nie wiedziałam, że sesja fotograficzna będzie tak uciążliwa. Musiałam też założyć ogon, a tego nie dało się zrobić w pozycji stojącej. Musiałam leżeć.

Ogon dostała pani srebrzysty?
Nie, ogon, tarcza i miecz są z gąbki, na którą naklejone są, po dziennikarsku, gazety.

W plebiscycie na syrenkę przegoniła pani wiele wspaniałych kobiet, np. Korę Jackowską, Irenę Szewińską czy Kayah - ale o to mniejsza. Najgorsze, że w pobitym polu został Janusz Palikot.
Naprawdę? Kandydował? Nie wiedziałam. Ale trudno się dziwić, że przegrał. W końcu ja jestem warszawianką, a on pochodzi z lubelszczyzny. Czy ktoś sobie wyobraża syrenkę z Biłgoraja?

W żadnym razie. Czy teraz czekają panią jakieś syrenie obowiązki?
Nic o tym nie wiem. Obowiązkowo wciągałam już ogon. Ale może za rok będę musiała przekazać tarczę i miecz następnej syrence?

Spodziewała się pani, że warszawiacy tak panią docenią?
Nie spodziewałam się zwłaszcza tego, że tak mnie docenią czytelnicy "Machiny". To takie popkulturowe pismo zajmujące się głównie muzyką, a okazało się że jego czytelnicy wolą od artystów Monikę Olejnik. To bardzo miłe!

*Monika Olejnik. Przez lata dziennikarka III programu Polskiego Radia. Ostatnio zadaje dociekliwe pytania politykom codziennie rano w "Gościu Radiu ZET" i o godzinie 20 w "Kropce nad i” emitowanej w TVN24.