KATARZYNA ŚWIERCZYŃSKA: Jak to się stało, że zaczął pan się ogłaszać oferując zapłodnienie?
PAWEŁ*: Kolega mi powiedział, że to niezły biznes. Zacząłem przeglądać strony w internecie, no i postanowiłem sam również spróbować.

Kiedy zamieścił pan ogłoszenie?
Dwa lata temu. Najpierw długo nikt się nie odzywał, a po paru tygodniach zaczęły się pierwsze telefony. Od tego czasu zapłodniłem siedem kobiet.

Kim one są?
Wszystkie to mężatki. Nie mogły zajść w ciążę, bo ich mężowie mieli problem.

Kontaktowały się z panem w tajemnicy przed mężami?
Skądże! To była ich wspólna decyzja. Lepiej tak, niż bujać się po tych wszystkich klinikach i płacić grube tysiące.

W jaki sposób zapładniał pan te kobiety?
Naturalnie. Poprzez stosunek. Odbywa się to tak, że umawiam się z małżeństwem w hotelu. Chwilę rozmawiamy we trójkę, biorę zaliczkę, zostaję z kobietą w pokoju i po prostu robię swoje.

A jej mąż?
Wychodzi. Zwykle rzuca na odchodne: ”no, to do dzieła”, albo: ”niech pan robi, co do pana należy”.

Ile pan bierze za swoją usługę, jeśli w ogóle można to tak nazywać?
To jest usługa. Od tysiąca złotych. Zależy jak zamożne jest małżeństwo. No i czy chcą poprawkę. Ja za poprawkę, czyli jeszcze jedno dodatkowe, szybkie spotkanie biorę zwykle 400 zł.

A co jeśli kobieta się panu nie spodoba? Odmawia pan?
Jestem profesjonalistą. Kobieta to kobieta. Kiedyś jeden z mężów pytał przez telefon, czy zwracam uwagę na wygląd. Ostrzegał, że jego żona nie należy do piękności. No i rzeczywiście. To chyba najbrzydsza kobieta jaką w życiu widziałem. Ale dałem radę. Taka praca.

O co pytają pana klienci? Jakie są ich warunki?
Pierwsze pytanie zawsze jest o wiek. To branża, w której najlepsze żniwo zbiera się między 26 a 36 rokiem życia. Potem pytają o kolor oczu, grupę krwi, zdrowie. Zresztą jak słyszę, że kobieta, z którą rozmawiam, jest zainteresowana, to od razu wysyłam jej swoje zdjęcie i zdjęcia moich dwóch córeczek. Są naprawdę śliczne!

Ma pan dzieci i żonę?!
Tak. To chyba najlepsza reklama, że jestem sprawny i mogę być ojcem. Poza tym żona wie, czym się zajmuję. To babka z nowoczesnym podejściem do życia. Wie, że to tylko taka praca i nie robi mi żadnych histerii.

Pan naprawdę wysyła obcym ludziom zdjęcia swoich córek? Nie widzi pan w tym nic niewłaściwego?
Nie. To przecież nigdzie nie wyjdzie. Tu obydwu stronom zależy na dyskrecji.

Czy pan wie ile dzieci zrobił pan za pieniądze?
Siedmioro. I proszę sobie wyobrazić, że to wszystko dziewczynki! Niesamowite, prawda?

Nie myśli pan o tych dzieciach?
Już nie. Boję się tylko czasami, że w przyszłości coś się stanie i będą próbowały mnie odszukać.

*Paweł, 33-letni handlowiec z Dolnego Śląska, który pod pseudonimem oferuje w internecie zapłodnienie kobiet