"Zawilgoceniu uległy tylko opakowania, dowodom nic się nie stało" - wyjaśniał na antenie TVN24 rzecznik olsztyńskiej prokuratury okręgowej Mieczysław Orzechowski. Uściślił, że zostały zalane fekaliami nie z powodu pęknięcia rury kanalizacyjnej, ale dlatego, że zatkała się kratka ściekowa.

W czerwcu 2008 roku, jeszcze przed uprawomocnieniem się wyroku na porywaczy Krzysztofa Olewnika sprzątaczki zauważyły, że cuchnąca ciecz zalała pomieszczenie wypożyczone przez olsztyńskie Centralne Biuro Śledcze do przechowywania dowodów zebranych w śledztwie dotyczącym porwania Olewnika - napisała "Rzeczpospolita".

>>>Będą kolejne zarzuty w sprawie Olewnika

"Były tam worki i kartony z różnego rodzaju śladami, w tym odciski palców zabezpieczone na przedmiotach z domu ofiary" - relacjonuje gazecie olsztyński policjant. Wśród dowodów miały być też materiały z oględzin domu Olewnika, zdjęcia oraz włos znaleziony na miejscu zbrodni.

W sprawie zalania dowodów rzeczowych śledztwo rozpoczęła prokuratura. Śledczy chcieli wyjasnić, czy nie było to celowe działanie. "Badaliśmy sprawę pod kątem niedopełnienia obowiązków przez policjantów, polegającego na niewłaściwym zabezpieczeniu magazynów" - potwierdza gazecie rzecznik Prokuratury Okręgowej w Olsztynie. Jednak po miesiącu postępowanie umorzono.

"Jesteśmy wstrząśnięci. Ani nas, ani Włodzimierza Olewnika nikt nie informował o zalaniu dowodów rzeczowych" - mówi "Rzeczpospolitej" pełnomocnik rodziny Ireneusz Wilk. Sprawą porwania i zabójstwa Krzysztofa Olewnika ma się zająć wkrótce sejmowa komisja śledcza.

>>>Ta siódemka wyjaśni śmierć Olewnika