Tego wieczora, w trzecim dniu II wojny światowej na Wawelu inżynier Józef Polkowski z Biura Renowacji Zamku Wawelskiego wspomagany przez kustoszy Zamku Wawelskiego: Stanisława Świerza-Zalewskiego i Aleksandra Krzywdę-Podolskiego, rozpoczął ewakuację. Muzealnicy uznali, że najbardziej rozsądnym pomysłem będzie wywiezienie skarbów z Krakowa drogą wodną, co miało uchronić je przed bombardowaniem. Szczerbiec wraz z innymi dobrami narodowymi zapakowano w dwadzieścia metalowych skrzyń oraz pudła i załadowano na rzeczne barki. Ładunek obłożono dla bezpieczeństwa jeszcze dywanami i gałęziami. Punktem docelowym rejsu po Wiśle był Kazimierz Dolny.

Luftwaffe już 5 września zagroziło narodowym skarbom bombardując w Nowym Korczynie most, obok którego stały łodzie ale ładunek pozostał nietknięty. Potem jednak muzealnicy napotkali zatopioną galerę "DOK Kraków", która miała pierwotnie przewozić skarby wawelskie - znak, że skarby wcale nie są na wodzie bezpieczne.

Pierwotnie całość ładunku planowano transportować ciężarówkami, ale zamiast nich na miejscu wyładunku w Kazimierzu pojawili się tylko chłopi, którzy wozami przewieźli skrzynie do miejscowości Wojciechów, następnie do pobliskich Tomaszowic. Stamtąd trzema autobusami i ciężarówką ładunek wywieziono do sąsiadującej z Polską Rumunii.

Potem na pokładzie rumuńskiego statku "Ardeal", eskortowanego przez brytyjski niszczyciel, Szczerbiec zawijał do portów w Grecji i Turcji, aby na Święta Bożego Narodzenia dotrzeć do Genui. Siódmego stycznia 1940 cenny ładunek dotarł do Francji, gdzie ukryto go w Państwowym Składzie Mebli w Aubusson. W maju 1940 roku wobec postępów wojsk niemieckich zadecydowano o przetransportowaniu skarbów wawelskich do Wielkiej Brytanii. Miesiąc później na pokładzie Statku "Chorzów" całość skarbów wypłynęła wraz z polskimi żołnierzami z Bordeaux do angielskiej miejscowości Falmouth. Po drodze konwój został zaatakowany przez niemieckie lotnictwo. Atak był tak groźny że, polscy muzealnicy licząc się z zatopieniem statku wyjęli Szczerbiec ze skrzyni i przywiązali do pojedyńczej deski, tak aby najcenniejszy skarb polskiej historii ocalał.

Ładunek dotarł jednak do portu nienaruszony i trafił do Ambasady Polskiej w Londynie. Jednak nie zagościły one w niej długo, gdyż po niemieckich bombardowaniach podjęto kolejną decyzję o przeprowadzce. Szczerbiec wraz z pozostałymi skarbami wawelskimi postanowiono przewieźć do Kanady. Atlantyk przepłynęły na pokładzie polskiego transatlantyku Batory - jego atutem była szybkość, bardzo utrudniająca niemieckiem okrętom podwodnym ewentualny atak. 13 lipca 1940 roku ładunek dotarł do Kanady i został złożny w polskim konsulacie w Ottawie.