Wczoraj na terenie całej Wielkiej Brytanii protestowało nawet 10 tysięcy osób. Pracownicy z wielu zakładów przerwali pracę i wyszli na teren budowy z tabliczkami: "Jeśli nazywasz się Pedro, to nie dostaniesz tu pracy", "Prawo do pracy dla pracowników Wielkiej Brytanii" lub "Jak mądrze mówi Gordon Brown: praca dla brytyjskich pracowników".

Oficjalny strajk rozpoczął się kilka dni temu w rafinerii Lindsey w North Killingholme w regionie North Yorkshire. Pracujących tam Brytyjczyków rozsierdziła informacja, że kontrakt na rozbudowę rafinerii wygrał koncern Total, który zamierza sprowadzić 400 pracowników kontraktowych z Włoch i Portugalii. Wartość tej inwestycji to ponad 200 milionów funtów.

Strajk w North Yorkshire wsparły wczoraj akcje solidarnościowe i protesty w innych zakładach pracy na terenie całego kraju. Wczoraj do protestujących dołączyli pracownicy angielskiego Didcot w hrabstwie Oxford, Sellafield i Longannet, Milford Haven w Pembrokshire. Pracę wstrzymały też szkockie zakłady energetyczne w Longannet oraz zakłady petrochemiczne w Grangemouth.

Pierwsze protesty przeciw zatrudnianiu na Wyspach emigrantów rozpoczęły się w połowie stycznia w hrabstwie Nottinghamshire, tuż po tym, jak niemiecki gigant elektryczny Eon ogłosił, że jednym z głównych podwykonawców budowy nowej elektrowni w Newark została polska firma Remak. Związki zawodowe Unison zagroziły wówczas dzikimi protestami.