Dziennikarze zapytali inicjatora akcji, Marka Lewandowskiego, skąd ten pomysł. Wyjaśnił im, że po II wojnie światowej Austria była podzielona na cztery strefy okupacyjne, jedną z nich zajmowali Sowieci. "Zdrowy rozsądek podpowiadał: stamtąd, gdzie wojska radzieckie weszły, nigdy po dobroci nie wyjdą. Ale w 1948 roku Austriacy zaczęli masowo odmawiać różaniec w intencji wycofania się okupanta. Po siedmiu latach stał się cud i Sowieci się wycofali" - mówi Lewandowski.

Zdaniem Lewandowskiego sytuacja stoczni wydaje się równie tragiczna, a jej uratowanie będzie możliwe tylko wtedy, gdy naraz stanie się kilka nieprawdopodobnych w czasach kryzysu rzeczy.Chęć odmawiania różańca stoczniowcy zgłaszali pod specjalny numer telefonu. Po co te informacje? "Chcemy wiedzieć, ile osób się zaangażuje w modlitwę. W Austrii różaniec odmawiało 10 procent obywateli. Wierzymy, że jeśli 10 procent załogi, czyli około 500 osób, włączy się do różańca, to też wygramy" - tłumaczy Lewandowski.