Porywacze Piotra Stańczaka, pracownika firmy Geofizyka Kraków, ogłosili w ubiegłym tygodniu, że zabiją go jeżeli do środowego wieczora rząd nie spełni ich postulatów i nie uwolni z więzień ich towarzyszy. Do porwania przyznaje się organizacja Tehrik-e-Taleban, zbrojne ugrupowanie północnopakistańskich plemion, na którego czele stoi miejscowy watażka Beitullah Mehsud.

Przez cały wtorek polskie władze nie ujawniły żadnej informacji dającej nadzieję na uwolnienie inżyniera. Za to jego była partnerka, z którą Stańczak ma dziecko, po raz pierwszy od porwania zabrała publicznie głos. "To jest krzyk rozpaczy. Mój i mojego dziecka. Zróbcie wszystko, co się da, by go uwolnić" - powiedziała Dorota Bartula w radiu Tok FM. "Obiecałam synowi, że zrobię wszystko żeby uwolnić jego tatę" - dodała.

Ich syn ma 13 lat, ciągle śledzi informacje dochodzące z Pakistanu.Bartula wyjaśniła, że do tej pory nie kontaktowała się z mediami aby nie zaszkodzić Stańczakowi, prosiła nawet Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego o ochronę przed prasą.

Tymczasem w Pakistanie nadal jest niespokojnie. Porywacze uprowadzili kolejnego obcokrajowca, szefa lokalnego biura jednej z agend ONZ. Amerykanin John Solecki, szef biura Wysokiego Komisarza ONZ ds. Uchodźców (UNHCR) w stolicy pakistańskiego Beludżystanu - mieście Kweta, został porwany wczoraj w bardzo podobnych okolicznościach jak Stańczak.

Przypomnijmy: obu zaatakowali uzbrojeni sprawcy, w obu przypadkach zginęli ich kierowcy, obaj zostali uprowadzeni w nieznanym kierunku. Do porwania Amerykanina na razie nikt się nie przyznał. "Nie możemy wykluczyć, że to talibowie" - powiedział przedstawiciel miejscowej policji Wazir Khan Nasir. Agencja Reuters podlicza, że w rękach pakistańskich ugrupowań - obok Polaka i Amerykanina - znajduje się jeden chiński inżynier, oraz trójka dyplomatów - dwóch Afgańczyków i Irańczyk.