RENATA KIM: Czy jest pani młodym, niewychowanym i aroganckim człowiekiem?
MARTA MEGGER*: Absolutnie nie.

Pije pani alkohol przy każdej możliwej okazji?
Nie. I od razu dodam, że słucham ambitnej muzyki, chodzę co najmniej dwa razy w miesiącu do teatru, po maturze mam zamiar studiować historię.

Więc dlaczego pani list o pokoleniu ’89 był taki pesymistyczny?
Napisałam ten list tylko dlatego, że wasz artykuł o mnie i moich kolegach urodzonych 20 lat temu był zbyt kolorowy. Byłam tym tekstem zamieszczonym w DZIENNIKU bardzo zdziwiona. Bo to przecież było o mnie, urodzonej w roku 1990, a zupełnie nie zgadzało się z tym, co widzę na co dzień i co mnie otacza. Ja zupełnie inaczej widzę moją generację.

Więc jakie jest to pani pokolenie?
Widzę je w czarnych barwach. Są wśród nas optymiści, o których pisała pani Magdalena Janczewska, ale myślę, że większość to ludzie pozbawieni ambicji. Nie mamy żadnych autorytetów, nie mamy żadnych ideałów, liczy się dla nas tylko pieniądz.

Tacy właśnie są pani przyjaciele?
Też. I chciałabym od razu obalić przekonanie, jakie zapewne żywi część czytelników, że jestem osobą z patologicznej rodziny, z małego miasteczka i właśnie dlatego napisałam taki straszny, przerażający artykuł o moim pokoleniu. Prawda jest taka, że pochodzę z dużego miasta, chodzę do dobrego liceum i wśród moich znajomych są zarówno ludzie, którzy są utalentowani, wrażliwi, chcieliby coś osiągnąć, bo są wierni swoim ideałom, ale są też egoiści, materialiści, którzy myślą tylko o sobie. W ich wydaniu to jest czysty egoizm: ja, ja, ja!

Dlaczego widzi pani głównie tych drugich?
Bo uważam, że jest ich więcej. I bardzo boję się, że ci, którzy mają jeszcze entuzjazm i nadzieję, też kiedyś stracą siły i staną się egoistami jak reszta. Bo to jest ciężka droga, chodzenie pod prąd.

Socjolog Jacek Kurzępa, który przeanalizował pani list, uważa jednak, że jest pani po prostu samotna, i stąd bierze się ta smutna wizja świata. Zgadza się pani z jego diagnozą? Może coś w tym jest, rzeczywiście jestem trochę samotnikiem. Wydaje mi się jednak, że bardziej niż pesymistką jestem realistką. Opisałam tylko to, co widzę. To są realia, takie jest to pokolenie.

W swoim liście odwoływała sie pani do pamiętnego manifestu Kuby Wandachowicza
”Generacja Nic”. Skąd tak młoda osoba zna tekst, który został napisany w 2002 r.?
Cool Kids of Death, w którym gra Kuba Wandachowicz, to mój ulubiony zespół. Ich muzyka i teksty miały na mnie wielki wpływ i kształtowały moją osobowość. Zresztą właśnie o nich przygotowuję prezentację maturalną ustną z języka polskiego. Rzeczywiście, kiedy Wandachowicz opublikował swój tekst o generacji Nic, miałam 12 lat. Trafiłam na niego, gdy zaczęłam się interesować się tym zespołem. I od tej pory prawie zawsze noszę go przy sobie. Gdy mam trudne chwile, czytam go i dodaje mi otuchy.

Ale przecież ten tekst był przecież bardzo pesymistyczny! Mówił o pokoleniu, które nie załapało się na szybkie kariery lat 90. i nie widzi przed sobą przyszłości.
Ale dla mnie ”Generacja Nic” niesie optymistyczne przesłanie: Kuba Wandachowicz nie skończył tak jak koledzy, których opisywał. On się nikomu nie sprzedał. Ja też przecież napisałam, że boję się, że kiedyś stanę przed trudnym wyborem, czy się sprzedać, ale ciągle mam nadzieję, że wtedy odpowiem nie. Że tak jak Kuba będę mogła robić to, co kocham. I realizować swoje marzenia i czerpać z tego satysfakcję.

A jak zareagowali na pani list na pierwszej stronie DZIENNIKA koledzy?Obrazili się? Szczerze mówiąc, myślę, że tak. Gratulowali mi i byli dumni, że udało mi się zaistnieć w ogólnopolskiej gazecie, ale nie zgadzali się z tezami, które postawiłam. Uważali, że ten pierwszy tekst o optymistach bardziej odpowiada temu, co myślą o swoim pokoleniu niż to, co ja powiedziałam. Bo problemem naszego pokolenia jest to, że nie chcemy zobaczyć siebie takimi, jakimi jesteśmy. Mamy dwie twarze. W domu i szkole jesteśmy grzecznymi młodymi osobami, ale kiedy wychodzimy na imprezę, wygląda to inaczej. To wtedy zaczyna się picie, o którym napisałam w liście. Niektórzy nie chcą zobaczyć tej swojej drugiej twarzy, tylko uparcie trzymają się tezy, że są mili i grzeczni. Tacy nieskazitelni.

A nie bała się pani, że taki czarny obraz pokolenia przestraszy pani rodziców?
Nie. Napisałam to, co czułam. I jestem dumna z tego tekstu. I jeśli kogoś uraziłam, to przykro mi, ale to jest problem tej osoby, a nie mój. Ja nie wstydzę się niczego, co napisałam.

Z pani listu wynika, że pokolenie ’89 tęskni jednak za wartościami.
Bo to przecież lepsze niż brak wartości. Pokolenie naszych rodziców miało wartości i ideały, a my nie mamy żadnych. Nie ma ani jednej postaci, z którą każdy by się identyfikował.

A papież?
Na pewno nie.

Rodzice?
Tym bardziej nie.

To może chociaż Władysław Bartoszewski?
To jest jedna z tych osób, które podziwiamy, ale z drugiej strony niekoniecznie wiemy o nich wiele. Gdyby zrobić w polskich liceach ankietę z pytaniami o życie profesora Bartoszewskiego, to pewnie okazałoby się, że nastolatki nie mają o nim pojęcia. Tak samo jest z polityką. Wolimy powiedzieć, że polityka jest brzydka i śmierdzi, zamiast przyjąć do wiadomości, że to jest nasz obowiązek brać w niej udział.

Co pani odpowie tym, którzy piszą do nas, mówiąc, że poczuli się mocno dotknięci pani manifestem? I mówią, że pokazała pani wasze pokolenie w krzywym zwierciadle.
Cóż ja im mogę odpowiedzieć? Przecież nie każdy musi się ze mną zgadzać. Napisałam prawdę.

*Marta Megger, tegoroczna maturzystka, rocznik 1990, w czwartek w DZIENNIKU opublikowaliśmy jej manifest pokolenia ’89