Sima Ashrafinia czekała na kanadyjskim lotnisku na swojego męża i była świadkiem śmierci Roberta Dziekańskiego. Kobieta relacjonowała, że widziała jak kierowca limuzyny Lorne Meltzer, krzyczał na Polaka, gdy ten zablokował przejście przez drzwi. „Meltzer krzyczał i przeklinał. Nie przestał, mimo, że mówiłam mu, by się uspokoił, bo Polak nie zna angielskiego" - zeznała Ashrafinia.

>>>Przeczytaj, jak zginął Dziekański w Vancouver

"Po pierwszej pyskówce Meltzera Polak wyraźnie zdenerwował się sytuacją. Miał przyśpieszony oddech i pot na czole. Wtedy Meltzer powiedział, że idzie wezwać ochronę. Gdy wrócił, zaczął ponownie wydzierać się na Dziekańskiego i grozić, że zaraz przyjdzie policja i porazi go taserem" - mówiła kobieta. Po drugiej awanturze Dziekański był już bardzo zdenerwowany. Zaczął mamrotać pod nosem słowo "policja". Kiedy kierowca limuzyny odszedł, Polak zaczął krzyczeć i po chwili już rzucał krzesłami. Wtedy pojawili się policjanci, którzy natychmiast zaczęli strzelać do zdenerwowanego Polaka.

Przypomnijmy, że Robert Dziekański przyleciał do Kanady, aby dołączyć do swojej matki. Przez 10 godzin błąkał się po strzeżonej, zamkniętej części lotniska w Vancuver podczas gdy matka czekała na niego w hali przylotów. Mężczyzna po raz pierwszy w życiu leciał samolotem, nie mówił w żadnym obcym języku.