Janusz Cieszyński, rocznik 1988

”Chciałbym podjąć się zadania zeskrobania z siebie i swoich rówieśników choćby części pomyj, którymi oblała nas Marta Megger. Zaatakowała naszych rodziców. Że piją, rozwodzą się i na dodatek tęsknią za komuną. Brak tu statystycznego potwierdzenia dla tych obiegowych opinii, co nie dziwi, ponieważ spożycie alkoholu spada, a sentyment do komunizmu ma głównie pokolenie naszych dziadków. To nie rok ’89 był dla naszych rodziców rokiem klęski - ona nadeszła teraz, w 2008, kiedy załamała się gospodarka i część z nich stanęła przed widmem utraty tego, na co zapracowali w wolnej Polsce. Ciekaw jestem, jak na to zareagujemy my, główni beneficjenci prosperity mam i ojców, którzy finansowali do tej pory naszą naukę i rozrywkę.

Co do wychowawczej funkcji szkoły sprzeczać się nie będę, pytam tylko, czy nie jest przypadkiem tak, że i w tej dziedzinie sytuacja poprawiła się od czasów, kiedy o kształcie programu decydowała ideologia, a dostęp do nauki był reglamentowany przez opresyjną władzę. Czy jesteśmy niewychowani i bezczelni? Pewnie tak, aczkolwiek może warto się zastanowić nad tym, czy wymagając od szkoły i reszty otoczenia tego, co wymagane jest od nas, nie zgłaszamy się po prostu po to, co nam się najzwyczajniej na świecie należy. Na każdą teorię znajdzie się przykład - skontruję więc chuliganów z Torunia licealistami z Warszawy, którzy roznoszą prezenty świąteczne ubogim dzieciom, a dziewczynkę z pieca na Majdanku (warto sprawdzić, nim się napisze) akcją "Młodzi pamiętają", w ramach której nasze pokolenie przypomina krzywdy stanu wojennego. Warto też wspomnieć, że wedle badań to właśnie my, młodzież, najbardziej chcielibyśmy rozliczenia tych, którzy są za stan wojenny odpowiedzialni. Korzystamy z wolności, której brakowało poprzednim pokoleniom, ale czy naprawdę musimy się za całokształt wstydzić?

Pokoleniu ’89 można zapewne postawić wiele poważnych zarzutów. Jednakże nie dajmy się zwariować i odrzućmy retorykę tych, którzy jak Marta Megger chcą nas uspołecznić i ulepszyć na siłę. Bądźmy dumni z tego, co osiągnęliśmy i z tego, że bez kompleksów i obaw wchodzimy w dorosłe życie. Patrzmy przy tym na siebie i świat krytycznie, ale nie dajmy krytykom naszego stylu odebrać sobie tego, co godne pochwały.”

Paulina, rocznik 1988

”Wreszcie od czasu ”Generacji nic” jakaś dyskusja. Ciekawe, czy oprócz paru artykułów coś się zmieni? Ale wracając do dyskusji, chciałabym podkreślić, że moje pokolenie to pokolenie pozerów. Każdy na siłę chce być lepszy, fajniejszy, oryginalniejszy, a przede wszystkim nie chce być sobą. Nie pijesz, nie palisz, chodzisz co tydzień do kościoła? Należy ci współczuć, bo nie wiesz, co to życie. To też pokolenie ludzi zazdrosnych o wszystko, rywalizujących ze sobą dla chorych ambicji, ludzi, którzy do perfekcji opanowali technikę kłamania w żywe oczy. Fałszywych kolegów, którzy trzymając za ciebie kciuki, po cichu życzą porażki.

Ale to też pokolenie ludzi silnych, którzy rozpychają się łokciami, a w końcu otwarcie biorą to, co im się należy, bez sztucznej skromności. To pokolenie ludzi z ogromnym potencjałem ale też bardzo leniwych - mamy komórki, internet, mamy wszystko, jesteśmy pokoleniem ”królików doświadczalnych” - to przecież na nas testowano gimnazja, trzyletnie licea, nową maturę, która wyklucza myślenie i powoduje, że często ci najzdolniejsi nie dostają się na wymarzone studia. Moje pokolenie ma pewnie więcej wad niż zalet, ale nie zamieniłabym tych dwóch ósemek na żadne inne.”

Zbigniew Wyszyński, rocznik 1984

”Jesteśmy pierwszym pokoleniem bez historii. Bez przeszłości. Przerażeni przyszłością. Chowający się tchórzliwie za formułkami typu ”żyję chwilą” i w optymistyczno-hedonistycznym substytucie rzeczywistości. Jedynym problemem jest brak sensu. Wszystko jest płynne. Niedawno kino przedstawiło, kim jesteśmy, w bardzo efektowny sposób. Jak powiedział nasz bohater: ”Jestem jak pies ganiający za samochodami. Gdybym jakiś złapał, nie wiedziałbym, co z nim zrobić”. Uznajemy to, co robimy, za swój wybór, żeby nie spotkać się ze strasznym pytaniem. Może mamy więcej szans, ale z każdym wyborem tracimy przecież resztę, a kiedy wszystko jest ważne, jak mówi jedna z reklam, to tak naprawdę wszystko staje się obojętne.”

Andrzej Mitek, rocznik 1988

”My, dzieci transformacji ustrojowej, stoimy dziś dokładnie w tym samym miejscu, w którym stali nasi zachodni koledzy kilkadziesiąt lat temu. Jesteśmy tam, gdzie byli młodzi Niemcy z RFN, Francuzi czy Brytyjczycy, którym po wojnie nikt nie odebrał szans na odbudowę państwa w duchu kapitalizmu i demokracji. A to oznacza, że jesteśmy pokoleniem, które przechyla wannę. Wannę, z której w każdej chwili może się wylać dziecko z kąpielą. Czym jest to dziecko? To nasza tożsamość, oryginalność, kulturowość, polskość.

Kręgosłup naszej generacji to, jak już to zostało w wielu podobnych formach scharakteryzowane, młodzież zachwycona konsumpcją, nie najlepiej pojętą wolnością oraz wzorcem kulturowym przeszczepionym z Zachodu. Ta generacyjna większość, która dorastała już w wolnej Polsce, nie musi pamiętać o ideałach, bo nikt od niej tego nie wymaga. W ideały wierzyli przede wszystkim nasi dziadkowie i rodzice. Z tego powodu tylko wąska część tej generacji wie, że to dziecko istnieje, i moim zdaniem boi się sprzeciwić jego wylewaniu. Najtrudniej jest przyjąć postawę znaną z pewnych gumowych bransoletek ”stand up, speak up” i zacząć płynąć pod prąd. Wygodniej jest posłusznie zgiąć kolano, uklęknąć przed restauracją Mc Donald’s i skopiować sobie wzorzec kulturowy od rówieśników zza oceanu.

W niemal wszystkich głosach młodych ludzi, którzy wzięli udział w tej debacie, widzę między wierszami ten sam postulat: nie wylewać tego dzieciaka wraz z kąpielą. Nieważne, czy jest on kontrrewolucją moralną, miłością, patriotyzmem, wiarą, nauką JPII, a dla innych prawdziwą przyjaźnią, gotowością do pomocy czy też odpornością na tandetę i chłam walący do młodych głów ze stacji muzycznych i kolorowych czasopism. Ważne, że istnieje, choćby każdego młodego człowieka był czymś odrobinę innym. Dlatego rzucam wyzwanie ”generacji nic”: nie po to poprzednie pokolenia przemycały naszą tożsamość w podziemiu i robiły wszystko, by nie dać się zgermanizować czy zrusyfikować, byśmy teraz dali się przemalować na nijakich obywateli globalnej wioski. Brak zaborcy to nie powód do grzebania ideałów. Jesteśmy młodzi, ale już dorośli - z tego powodu nikt nam już kitu nie wciśnie. Mamy możliwość wyboru. Możemy nie przechylać tej wanny.