Robert Zieliński: Jak doszło do tego, że Jan Szymaniak znalazł się na wolności mimo wyroku trzech lat więzienia? Ta decyzja sądu kosztowała dwa ludzkie życia.
Prezes sądu Violetta Dodot: Wyrok trzech lat więzienia został wydany 9 grudnia. W tym samym dniu przewodniczący uznał, że skazany może opuścić areszt. Z tą decyzją nie pogodziła się żona oskarżonego, która była jednocześnie oskarżycielem posiłkowym. Natychmiast zaskarżyła decyzję do instancji odwoławczej, w tym przypadku do sądu okręgowego.

Jaką decyzję podjął sąd?
18 grudnia uchylił decyzję sędziego z mojego sądu i nakazał aresztowanie. Niestety, już wtedy mężczyzna się ukrywał. Było zbyt późno.

Czyli sędzia popełnił morderczy błąd?
Tak. Sędzia podejmuje decyzje niezawiśle i nikt, w tym prezes sądu, nie może na nie wpływać. Podlegają one jednak ocenie sądów wyższej instancji. Skoro pierwotna decyzja o uchyleniu aresztu została zmieniona to oznacza, że była błędna. Teraz akta tej sprawy są w kontroli. Sędzia będzie również poddawany ocenie wizytatorów. Wiem, że świadomość konsekwencji popełnionego w tym przypadku błędu jest dla sędziego ogromnym ciężarem. Ale właśnie dlatego to tak trudny i wymagający zawód.

p

Przypomnijmy, że Jan Szymaniak jest poszukiwany od soboty kiedy zastrzelił swoją szwagierkę i jej konkubenta. W ten sposób zemścił się na kobiecie za złożenie obciążających go zeznań przed sądem. Potwierdziła ona, że porwał, bił i gwałcił żonę, która chciała od niego odejśc. Gdy sąd rejonowy w Kościanie wypuścił na wolność Szymaniaka żona spodziewając się zemsty ukryła się wraz z dzieckiem.