Kryzys uderzył w zarobki Polaków
Wbrew optymistycznym prognozom pensje Polaków w 2008 r. wzrosły zaledwie o 6 procent, zaś w tym roku zdaniem analityków ich wzrost nie przekroczy 3-4 proc. Dla milionów Polaków oznacza to jedno: stagnację. Ich wynagrodzenia - biorąc pod uwagę inflację - praktycznie staną w miejscu, a w wielu sektorach gospodarki mogą się wręcz obniżyć. W niektórych firmach ten proces już się zaczął.
- Pracodawcy nie mają pieniędzy na wypłaty
- Budżetówka najlepsza na kryzys
- Kobiety mniej odczuwają kryzys
- Polacy zarabiają coraz więcej
- Kryzys skłonił Polaków do spłaty długów
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Kiedy Huta Stalowa Wola straciła w ciągu ostatnich miesięcy najważniejszych kontrahentów, zakład najpierw ograniczył pracę do czterech dni w tygodniu. Potem przekonał pracowników, by zgodzili się na 20-proc. obniżkę pensji przez najbliższe trzy miesiące. "Cóż innego mogliśmy zrobić?" - pyta przewodniczący „Solidarności” w hucie Henryk Szostak. "Z kryzysem nie da się dyskutować. Musieliśmy zawalczyć o nasze miejsca pracy, a można było to zrobić, tylko godząc się na obniżki" - dodaje związkowiec. Na 15-proc. redukcję wynagrodzeń przystali również pracownicy i związkowcy w wojewódzkim szpitalu w Lublinie.
A jeszcze na początku 2008 roku było zupełnie inaczej. Prasa rozpisywała się o kolejnych podwyżkach – 20-proc. wynegocjowali pracownicy Zakładów Azotowych Puławy, ponad 10-proc. podwyżek żądała zaś załoga w Orlenie. Jeszcze na jesieni Ministerstwo Gospodarki oceniało, że wzrost pensji w prywatnych przedsiębiorstwach w ubiegłym roku wyniesie aż 11,5 proc.
Teraz okazuje się, że te zapowiedzi były jedynie mrzonką. GUS wyliczył, że pensje w firmach prywatnych wzrosły w 2008 r. o 10 proc., a w całej gospodarce zaledwie o 6 proc. To jeszcze nic – nawet tak słabego wyniku nie da się powtórzyć w roku 2009. W niektórych zawodach będą wręcz obniżki pensji.
Szczególnie duże mogą być w branży meblarskiej, budowlanej i motoryzacyjnej. W efekcie według wyliczeń ekspertów z Banku BPH w firmach prywatnych pensje w tym roku wzrosną tylko o 3,9 proc. "To o ponad połowę mniej niż w 2008 roku" - mówi nam Andrzej Halasiuk, ekonomista z BPH.
"To ewidentny koniec tak szybko rosnących pensji, do których przyzwyczailiśmy się w ostatnich latach" - ocenia Bohdan Wyżnikiewicz, ekonomista z Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową. - "Co nie znaczy, że nie będą one już rosnąć. Tyle że ten wzrost wyhamuje, i to znacznie " - dodaje. Rosnąć mają wynagrodzenia specjalistów – m.in. informatyków, ale tylko o 8 proc. O swoje pensje nie muszą się też martwić pracownicy budżetówki. Według zapewnień rządu antykryzysowe oszczędności w kasie państwa nie obejmą bowiem ich płac.























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!