Prokuratura domaga się dla mężczyzny kary 15 lat pozbawienia wolności. Krzysztof B. od jesieni zeszłego roku przebywa w areszcie. Przeszedł badania psychiatryczne i psychologiczne, które nie wykazały żadnych zaburzeń na tle seksualnym. Oprócz Krzysztofa B. oskarżonych jest trzech innych mężczyzn, w tym jego brat. Prokuratura zarzuca mężczyznom najście na dom narzeczonego dziewczyny, do którego uciekła.

Sprawa gwałconej córki wzburzyła opinię publiczną jesienią zeszłego roku. Po wielu latach dziewczyna przerwała milczenie i zgłosiła się na policję. Funkcjonariusze zatrzymali Krzysztofa B. Mężczyzna odpowie za wielokrotne brutalne gwałty na córce, wieloletnie psychiczne i fizyczne znęcanie się nad rodziną, napad rabunkowy na narzeczonego córki i groźby pod jej adresem. W sumie prokurator postawił mu siedem zarzutów.

Jak poinformował rzecznik białostockiej prokuratury, prokurator Adam Kozub, Krzysztof B. przyznał się do współżycia z córką, jednak twierdzi, że dziewczyna sama namawiała go do seksu i nigdy nie groził jej ani do niczego nie zmuszał. Mężczyzna zaprzecza, jakoby urodzone przez kobietę dzieci były jego.

Gdy sprawa wyszła na jaw, media natychmiast nazwały Krzysztofa B. "polskim Fritzlem". Josef Fritzl z Amstetten w Austrii przez 24 lata więził swoją córkę Elizabeth. Gwałcił ją i spłodził z nią siedmioro dzieci.