Okazało się, że zakłopotanie sprzedających miało swoje podstawy - niecodzienny ładunek został po prostu skradziony. "Gdy oczekiwałem na dokumenty od tych oferentów, zadzwoniła do mnie policja, która przekazała mi tą informację" - mówi Paweł Polak.

Znane z serialu ”Czterej Pancerni” cztery czołgi T-34 zniknęły kilka dni temu z poligonu pod Łukowem w województwie lubelskim. Na razie nie wiadomo, w jaki sposób złodzieje przez nikogo nie niepokojeni wywieźli tak duży i ciężki ładunek. Wyjaśnia to policja i żandarmeria wojskowa.

Wiadomo za to że czwarty pojazd także udało się odzyskać - pod Radzyniem Podlaskim. Jak poinformował DZIENNIK jeden z policjantów z tamtejszej komendy, był on transportowany na przypiętej do ciągnika siodłowego naczepie. Zatrzymany przez policję kierowca tłumaczył, że jedynie realizuje zlecenie przewiezienia nietypowego ładunku do Huty w Stalowej Woli.

Czołgi, mimo że nie miały gąsiennic, ważyły aż 52 tony. Przy obecnych cenach złomu oscylujących wokół 40 groszy za kilogram złodzieje mogli zarobić na nich nieco ponad 20 tysięcy zł. "Gdyby na taką transakcję zdecydowali się jeszcze kilka miesięcy temu, to wyciągnęliby dwa razy więcej. Ceny złomu dochodziły wówczas nawet do 90 groszy" - mówi w rozmowie z DZIENNIKIEM Piotr Sieczko, właściciel jednego z warszawskich skupów złomu.