Porywaczka noworodka usłyszała zarzuty
Kobieta, która porwała noworodka z krakowskiego szpitala, była w narkotycznym widzie - tak mówią lekarze, którzy zbadali 21-letnią Ewelinę G. po schwytaniu. Mimo, że była pod wpływem marihuany, kobieta nie może liczyć na taryfę ulgową. Psychiatrzy oddali ją w ręce prokuratora, a ten postawił zarzuty: porwania i narażenia dziecka na utratę życia.
- "Nie chciałem porwać dziecka, ale zakupy"
- Agresywna babcia porwała swojego wnuczka
- Sfingował porwanie i skrępował się sznurem
- Dlaczego szpital nie pilnował niemowlaka!
- Kobieta chciała porwać dziecko
- Porwany przez ojca Alex wrócił do domu
- Trener polskich siatkarzy porwał dziecko
- Porywacz dzieci sam zgłosił się do lekarza
- Porwała dziecko, bo chciała się wykazać?
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Ewelina G. nie przyznaje się tylko do porwania. Nie zgadza się natomiast z tym, że narażała dziecko na śmiertelne niebezpieczeństwo.
Zaburzona kobieta
Ewelina G. wciąż przebywa w szpitalu na obserwacji psychiatrycznej. Biegli będą wyjaśniać, czy w chwili porwania dziecka była poczytalna. Na pewno była pod wpływem marihuany. Jednak, trzeba
jeszcze ustalić, czy nie miała depresji po sierpniowym poronieniu i w jakim stopniu śmierć jej biologicznego dziecka wpłynął na powstanie innych zaburzeń psychicznych.
Choć Ewelina G. odmawia składania zeznań, wiadomo już, że bezrobotna ukrywała przed rodziną fakt poronienia. Nie powiedziała o tym nawet swemu chłopakowi. Wszyscy myśleli, że kobieta idzie
do szpitala rodzić, a nie kraść cudze dziecko.
Jak do tego doszło
Wczoraj przesłuchano porywaczkę, noc spędziła w areszcie. "Kobieta zaplanowała porwanie" - mówi Dariusz Nowak z małopolskiej policji.
Ewelina G. przez cały piątek chodziła po szpitalu z torbą pełna pieluszek i wybierała dziecko, które chciała porwać. Potem weszła w nocy do jednej z sal krakowskiego szpitala im. Stefana
Żeromskiego. Zbudzonej matce dwudniowego chłopczyka powiedziała, że musi go zabrać na badania. Potem wzięła noworodka na ręce i uciekła ze szpitala.
Gdy nieznajoma kobieta pojawiła się w szpitalnej sali, żadna z pacjentek niczego nie podejrzewała. To normalne, że w takim miejscu wykonuje się badania, nawet w nocy. Dlatego kobieta bez
żadnych przeszkód zabrała ze sobą malutkiego chłopczyka.
"Dopiero po chwili okazało się, że nie jest to lekarka, pielęgniarka ani nikt z personelu medycznego, a dziecko zniknęło" - relacjonuje Anna Zbroja z zespołu prasowego małopolskiej policji.
Rozpoczęły się poszukiwania. Policjanci ustalili, że porywaczką jest młoda, 21-letnia kobieta, która jeszcze w zeszłym tygodniu była widziana w ciąży.
Mundurowi odwiedzili kilka mieszkań, w których mogli zastać tę kobietę, jednak nigdzie jej nie było. Odnaleźli ją dopiero w mieszkaniu matki jej partnera w Nowej Hucie. Wraz z nią było tam również uprowadzone dziecko. Na szczęście, całe i zdrowe.
Odnaleziony chłopczyk jest z mamą. W szpitalu wszczęte zostało postępowanie, które ma wyjaśnić okoliczności tego zdarzenia, przede wszystkim to, w jaki sposób kobieta weszła na oddział położniczy, a później bez problemu opuściła budynek.























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!