Dlaczego szpital nie pilnował niemowlaka!
Młoda dziewczyna porwała dwudniowego noworodka z oddziału położniczego - wprost z rąk matki - i wyniosła ze szpitala w torbie podróżnej. W niedzielę porywaczka usłyszała prokuratorskie zarzuty. Ale to nie koniec - śledczy badają, czy personel szpitala nie jest winien karygodnego niedbalstwa.
- 11-miesięczny chory Jaś ma już ojca
- Porywaczka noworodka usłyszała zarzuty
- Po 16 szpitale są nieczułe na płacz dzieci
- Zabił dziecko, bo płakało
- Szpital w Gdyni zabił ośmiolatka?
- Niemowlak z sepsą walczy o życie
- Niemowlak z krwiakami mózgu trafił do szpitala
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
W niedzielę wyjaśnianiem tego nieprawdopodobnego porwania zajmowali się wszyscy - prokuratura, policja i sam szpital. Porywaczka, 21-letnia Ewelina G., już przyznała się do winy- grozi jej
kara nawet trzech lat więzienia. Prokuratura zarzuca jej jeszcze dodatkowo narażenie życia dziecka, ale tego dziewczyna się wypiera.
Szpital gorączkowo sprawdza z kolei, jakim cudem obcej kobiecie udało się w środku nocy chodzić bez przeszkód po oddziale położniczym, a potem wyjść z dzieckiem, nie wzbudzając niczyich
podejrzeń. "Szpital jest monitorowany, jednak drzwi do oddziału położniczego są w nocy otwarte" - przyznaje Leszek Gora, rzecznik krakowskiego szpitala im. Stefana
Żeromskiego. Szpitalem interesuje się także prokuratura - być może ktoś z personelu będzie odpowiadać za zaniedbanie obowiązków.
Ewelina G. przeprowadziła jedno z najbardziej zuchwałych porwań ostatnich lat w nocy z piątku na sobotę. Kilkanaście minut po godzinie trzeciej weszła na oddział położniczy. Z pieluchą
przerzuconą przez ramię podeszła do zaspanej matki i poprosiła ją o malucha. "Zabieram go na badania" - powiedziała i znikła. Zanim młoda matka zdążyła się zorientować,
że dziewczyna, która zabrała jej synka, nie przypominała żadnej z pielęgniarek - minął kwadrans. Władze szpitala natychmiast podniosły alarm, ale po porywaczce nie było już śladu.
Zaginionego malucha przez ponad sześć godzin szukało 100 policjantów z psami tropiącymi. Wiedzieli tylko tyle, że kobieta, która zabrała chłopca, wcześniej kręciła się po szpitalu.
Opowiadała pracownikom, że przyszła odwiedzić kuzynkę, która właśnie urodziła. Policjantom udało się ją w końcu zidentyfikować i odnaleźć w mieszkaniu jej teściowej, do której
przyszła... pochwalić się urodzonym synkiem.
"W sierpniu ubiegłego roku kobieta poroniła, od tego czasu udawała, że jest w ciąży. To najprawdopodobniej rozpacz i szok po utracie własnego dziecka pchnęła kobietę do tego
czynu" - wyjaśnia Anna Zbroja z małopolskiej policji.
Niespodziewana wizyta synowej z noworodkiem nie wzbudziła podejrzeń teściowej, starsza kobieta była święcie przekonana, że widzi własnego wnuka. "Dwa dni przed porwaniem kobieta
wyszła z domu, tłumacząc, że jedzie do szpitala rodzić" - mówi Anna Zbroja.
Okazało się, że 21-letnia porywaczka wyniosła noworodka ze szpitala w podróżnej torbie. Miała w niej wcześniej przygotowane pieluszki, ubranka i jedzenie dla dziecka - przewidziała bowiem,
że po porwaniu będzie musiała poczekać do rana, zanim pójdzie do teściowej. I rzeczywiście, przez kilka godzin błąkała się po osiedlu w Nowej Hucie, chowając się na klatce jednego z
bloków.
"Najbardziej szokuje jednak fakt, że kobieta mogła bez trudu wynieść dziecko ze szpitala" - mówi nam Joanna Meder, psychiatra z Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie.
Dodaje też, że kobiecie jak najszybciej trzeba zapewnić opiekę psychologiczną "W tej chwili trudno stwierdzić, czy to tylko chwilowa depresja, czy głębsze zaburzenie" -
dodaje.
Zdaniem psychiatry sądowego Jerzego Pobochy desperacki krok mógł też wynikać z potrzeby wykazania się. "Taką presję może wywierać rodzina, krewni. Szczególnie jeśli są jakieś
dodatkowe bodźce, np. rodzina była wcześniej bezdzietna czy rodzice młodego małżeństwa bardzo pragną zostać dziadkami. Dodatkowo problem pogłębia strach. Pamiętajmy, że ta kobieta miała
zaledwie 21 lat, co może świadczyć o niedojrzałości psychicznej i braku zrozumienia konsekwencji swoich czynów" - dodaje Pobocha.
Kobieta w sobotę wieczorem trafiła do szpitala psychiatrycznego na obserwację, tam okazało się, że jest pod wpływem narkotyków, prawdopodobnie okazjonalnie paliła marihuanę. Ewelina G. nie została aresztowana - prokurator zastosował wobec niej tylko dozór policyjny.























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!